fbpx
+48 32 479 10 50

Podatek VAT. Czy warto być VATowcem?

Osoby decydujące się na uruchomienie własnej działalności gospodarczej muszą podjąć bardzo ważną decyzję. Każdy przedsiębiorca musi określić, czy chce zostać podatnikiem VAT czy też woli zostać zwolnionym z podatku. W dzisiejszym artykule wyjaśniamy, czy warto być VAT-owcem.

Co to jest podatek VAT?

VAT to podatek od towarów i usług, który jest uiszczany przez przedsiębiorcę do Urzędu Skarbowego. Zgodnie z przepisami, to właściciel firmy jest płatnikiem VAT-u. W rzeczywistości podatek ten ponoszą konsumenci, gdyż jest on doliczany do ceny oferowanych towarów i usług. Przedsiębiorcy są w całym procesie wyłącznie pośrednikami.

Właściciele firm będący podatnikami VAT nie ponoszą kosztu tej daniny. Jest on bowiem doliczany do cen poszczególnych towarów i usług. Dodatkowo, fakt bycia podatnikiem VAT pozwala na odliczenie części kosztów związanych z zakupem produktów i usług. Taka możliwość zachodzi wtedy, gdy przedsiębiorca kupując określone towary otrzyma fakturę VAT. Trzeba również spełnić dodatkowy warunek. Mianowicie: zrealizowany zakup musi być w bezpośredni sposób związany z prowadzoną przez niego działalnością gospodarczą.

Kto może zostać podatnikiem VAT?

Aktualnie obowiązujące przepisy polskiego prawa wskazują, że przedsiębiorcy samodzielnie mogą zdecydować, czy chcą zostać płatnikami VAT. Od tej reguły istnieje jednak kilka wskazanych przez ustawodawcę wyjątków. Zwolnienie z podatku VAT dotyczy wyłącznie tych firm, które w poprzednim roku kalendarzowym uzyskały dochody mniejsze lub równe 200 000 zł. W przypadku, gdy ten limit zostanie przekroczony, właściciel firmy automatycznie staje się zobowiązany do realizowania rozliczeń VAT.

W przepisach jest także mowa o innych okolicznościach, które powodują, że bycie podatnikiem VAT jest konieczne. Obowiązek zostania podatnikiem VAT powstaje, gdy właściciel firmy realizuje transakcje dotyczące:

  • towarów opodatkowanych podatkiem akcyzowym,
  • świadczenia usług prawniczych, jubilerskich, doradczych (z wyjątkiem doradztwa rolniczego),
  • budynków, budowli lub ich części,
  • towarów takich jak m.in. monety, sztućce.

Oprócz tego, czynnym podatnikiem VAT musi być przedsiębiorca, który posiada siedzibę firmy zlokalizowaną poza granicami Rzeczpospolitej Polskiej. W artykule 43 ustawy o podatku VAT wskazano też sytuacje, w których właściciel firmy obowiązkowo jest zwolniony z podatku VAT. Dotyczy to opieki medycznej, usług transportu sanitarnego oraz psychologów. Jeżeli mamy pewne wątpliwości co do tego, czy zgodnie z ustawą powinniśmy być podatnikami VAT, nieocenione wsparcie merytoryczne zapewni nam na przykład doradca podatkowy w Katowicach i Warszawie. 

Aby zostać podatnikiem VAT, należy złożyć stosowny wniosek w Urzędzie Skarbowym właściwym dla miejsca prowadzenia działalności gospodarczej. Dokument składa się za pomocą formularza VAT-R. W przygotowaniu takiego pisma pomóc może biuro rachunkowe w Warszawie i Katowicach.

Kiedy opłaca się być VAT-owcem?

Przy podejmowaniu decyzji na temat tego, czy warto być podatnikiem VAT, czy wręcz przeciwnie, warto zwrócić się po poradę do wykwalifikowanych specjalistów w tej dziedzinie. Księgowość w Katowicach z pewnością udzieli nam wszystkich niezbędnych informacji. Wielu przedsiębiorców podkreśla, że usługi księgowe w Katowicach są na naprawdę bardzo wysokim poziomie.

Kiedy warto być podatnikiem VAT? Przede wszystkim musimy zdawać sobie sprawę z tego, jak jest odliczany VAT w Polsce. Podatek, który płaci przedsiębiorca podczas kupowania towarów i usług dla swojej działalności to podatek VAT naliczony. Z kolei podatek, który jest doliczany do ceny sprzedawanych przez przedsiębiorcę produktów, to VAT należny. Do Urzędu Skarbowego wpłaca się różnicę między VAT-em naliczonym a należnym. W przypadku, gdy VAT naliczony jest wyższy od należnego, wówczas przedsiębiorca ma prawo, by zawnioskować o uzyskanie zwrotu podatku. Wtedy bycie podatnikiem jest jak najbardziej ekonomicznie uzasadnione i nawet wskazane.

Kiedy nie warto być podatnikiem VAT?

Kiedy nie opłaca się być VAT-owcem? W przypadku, kiedy prowadzimy działalność, której klientami są osoby indywidualne, warto zrezygnować z VAT-u. Danina ta byłaby dla klientów dodatkowym, niepotrzebnym obciążeniem. Podobnie sprawa wygląda, gdy prowadzona firma osiąga niewielkie dochody, a jej właściciel rozlicza się na podstawie ryczałtu. Szczegółowych informacji na temat optymalizacji podatkowych udziela przedsiębiorcom outsourcing księgowy w Warszawie.

Kogo dotyczy podatek u źródła (WHT)?

Polskie przedsiębiorstwa korzystające z usług świadczonych przez firmy mające swoją siedzibę poza granicami naszego kraju muszą pamiętać o funkcjonowaniu tzw. podatku u źródła, który stanowi należność wynikającą z rozliczeń między podmiotami o różnych rezydencjach podatkowych. Jego wysokość oraz ewentualne zwolnienie wynika z przepisów podatkowych w danym kraju oraz umów międzynarodowych, które dotyczą unikania podwójnego opodatkowania. Czym dokładnie jest podatek u źródła i kogo dotyczy?

Czym jest podatek u źródła?

Podatek u źródła z ang. Withholding Tax (WHT) to specyficzna forma podatku CIT, który naliczany jest przy płatnościach transgranicznych, które wynikają z tytułu należności licencyjnych, odsetek, dywidend, czy zakupu niektórych usług niematerialnych. W przypadku podatku WHT podatnikiem jest firma, która otrzymuje zapłatę. Rolę płatnika pełni zaś przedsiębiorstwo dokonujące tej zapłaty.

Transakcja przebiega w taki sposób, że płatnik nalicza i pobiera opłatę od podatnika, którą następnie przekazuje do urzędu skarbowego. Podatnik otrzymuje więc wynagrodzenie netto, które jest pomniejszone o kwotę podatku zatrzymanego w kraju płatnika. Wynika z tego, że źródłem podatku jest państwo, w którym powstał dochód.

Kogo dotyczy podatek u źródła?

Obowiązek naliczania podatku u źródła dotyczy zarówno osób fizycznych prowadzących działalność gospodarcza, jak i osób prawnych, czy jednostek organizacyjnych nie posiadających osobowości prawnej. W związku z tym każda firma prowadząca rozliczenia z międzynarodowymi kontrahentami powinna znać pojęcie i zakres podatku u źródła, a także treść umów międzynarodowych dotyczących unikania podwójnego opodatkowania. Znajomość odpowiednich przepisów prawa pozwala na prawidłowe ustalenie obowiązku podatkowego lub skorzystanie z możliwości zwolnienia od zapłaty takiej należności. Ze względu na specyfikę rozliczeń międzynarodowych zaleca się skorzystanie z usług wyspecjalizowanych firm, które świadczą usługi księgowe w tym zakresie.

Zakres przedmiotowy podatku WHT

Zakres przedmiotowy podatku u źródła został określony ustawowo i obejmuje przychody wynikające z zapłaty za usługi niematerialne i należności licencyjne. Obowiązują dwie stawki podatku WHT, które wynoszą odpowiednio 10 i 20 procent przychodu, w zależności od jego źródła. Stawka 20% obejmuje przychody wynikające z:

– tytułu świadczenia usług: doradczych, księgowych, prawnych, reklamowych, rekrutacyjnych, badania rynku, przetwarzania danych, zarządzania i kontroli, gwarancji i poręczeń oraz świadczeń o podobnym charakterze;

– odsetek:

  • pochodzących z praw autorskich lub praw pokrewnych, projektów wynalazczych, znaków towarowych i i wzorów zdobniczych, w tym także ze sprzedaży tych praw,
  • od należności za udostępnienie tajemnicy receptury lub procesu produkcyjnego,
  • za użytkowanie lub prawo do użytkowania urządzenia przemysłowego, w tym także środka transportu, urządzenia handlowego lub naukowego,
  • za informacje związane ze zdobytym doświadczeniem w dziedzinie przemysłowej, handlowej lub naukowej (know-how);

– opłat za świadczenie usług w zakresie działalności rozrywkowej, widowiskowej, czy sportowej świadczonej przez osoby prawne z siedzibą za granicą i organizowanej za pośrednictwem osób fizycznych lub osób prawnych prowadzących na terytorium Polski działalność w zakresie imprez rozrywkowych, sportowych i artystycznych.

Niższa, 10% stawka podatku dotyczy przychodów z tytułu:

– uzyskanych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej przez zagraniczne przedsiębiorstwa żeglugi powietrznej, z wyłączeniem przychodów uzyskanych z lotniczego rozkładowego przewozu pasażerskiego, skorzystanie z którego wymaga posiadania biletu lotniczego przez pasażera;

– opłat należnych za wywóz ładunków i pasażerów przyjętych do przewozu
w portach polskich przez zagraniczne przedsiębiorstwa morskiej żeglugi handlowej, z wyjątkiem ładunków i pasażerów tranzytowych.

Obowiązek uiszczenia podatku u źródła dotyczy transakcji z podmiotami, które nie posiadają siedziby lub zarządu na terenie Polski.

W jakich sytuacjach nie ma obowiązku pobierania podatku WHT?

Zgodnie z prawem zastosowanie stawki podatku wynikającej z odpowiedniej umowy międzynarodowej o unikaniu podwójnego opodatkowania lub niepobranie podatku na podstawie tej umowy przez polski podmiot jest możliwe dzięki udokumentowaniu siedziby podatnika poprzez tzw. certyfikat rezydencji podatkowej. W praktyce oznacza to, że podatku WHT można nie pobierać jeżeli Polska ma zawartą umowę z krajem, z którego pochodzi podatnik (usługodawca) oraz dostarczył on polskiemu kontrahentowi swój certyfikat rezydencji podatkowej.

Właściwe naliczanie podatku WHT

Jak wynika z powyższych akapitów, zagadnienie podatku u źródła jest złożone i może prowadzić do różnych interpretacji. Dodatkowo Kodeks karno-skarbowy przewiduje odpowiedzialność karną za podawanie nieprawdy w oświadczeniach dotyczących podatku WHT oraz nieprawidłowości w jego naliczaniu. W związku z tym księgowość obejmującą rozliczenia z międzynarodowymi kontrahentami warto zlecić zewnętrznym podmiotom specjalizującym się w tego typu usługach. Outsourcing księgowy wpływa na wzrost efektywności działania, dzięki powierzeniu najlepszym specjalistom obsługi rachunkowej firmy. Jedną z najlepszych firm świadczących tego typu usługi jest GLC, które poprzez biuro rachunkowe w Warszawie zapewnia wsparcie w każdy obszarze prowadzenia biznesu. Firma posiada również biuro rachunkowe w Katowicach zatrudniając łącznie 100 ekspertów w zakresie księgowości, podatków, prawa i wielu innych dziedzin.

Podatek u źródła, jak każde rozliczenie ze Urzędem Skarbowym wymaga skompletowania odpowiedniej dokumentacji potwierdzającej jego należność oraz znajomości przepisów umożliwiających jego właściwe naliczenie. Dodatkową trudnością jest fakt, że podatek będzie należny lub nie, w zależności od kraju, z którego pochodzi usługodawca. Ma to związek z obowiązywaniem umów międzynarodowych dotyczących unikania podwójnego opodatkowania oraz posiadania przez firmy odpowiednich certyfikatów rezydencji podatkowej.

Rok obrotowy spółki komandytowej, a nowelizacja ustawy o CIT

Z dniem 1 stycznia 2021 r. opodatkowanie spółek komandytowych stało się faktem. Ustawa nowelizującą z dnia 28 listopada 2020 r. (Dz. U. z 2020 r. poz. 2123) dalej jako: ustawa nowelizującą przewiduję, iż spółki komandytowe uzyskają status podatnika CIT z dniem 1 stycznia 2021 r. lub 1 maja 2021 r. Przedłużenie roku obrotowego spółki do dnia 30 kwietnia 2021 r. powoduje dla przedsiębiorców określone skutki prawno-podatkowe.

Rok obrotowy spółki komandytowej

Art. 12 ust. 1 ustawy nowelizującej określa, że spółka komandytowa, której rok obrotowy równy jest kalendarzowemu, stanie się podatnikiem podatku dochodowego od osób prawnych od 1 stycznia 2021 r., termin zamknięcia ksiąg rachunkowych i sporządzenia sprawozdania finansowego za rok obrotowy 2020, wynikający z przepisów ustawy z dnia 29 września 1994 r. o rachunkowości (Dz. U. z 2019 r. poz. 351 ze zm.), pokryje się z terminem zamknięcia ksiąg rachunkowych wynikającym z art. 12 ust. 3 ustawy nowelizującej, czyli 31 grudnia 2020 r.

Natomiast, gdy spółka komandytowa uzyska status podatnika podatku dochodowego od osób prawnych z dniem 1 maja 2021 r., to wówczas jest ona obowiązana do zamknięcia ksiąg rachunkowych na dzień poprzedzający ten dzień (tj. na dzień 30 kwietnia 2021 r.).

Czy spółka komandytowa jest zobowiązana sporządzić sprawozdanie finansowe na dzień 30 kwietnia 2021 r.?

Czy oznacza to zatem, iż spółka komandytowa jest zobowiązana sporządzić sprawozdanie finansowe na dzień 30 kwietnia 2021 r.? Według wyjaśnień Ministerstwa Finansów z dnia 21 stycznia 2021 r. nie został wprowadzony samoistny obowiązek sporządzania przez spółkę komandytową sprawozdania finansowego na dzień 30 kwietnia 2021 r.

Spółka komandytowa, która zostanie podatnikiem podatku CIT od 1 maja 2021 r., nie będzie miała obowiązku sporządzenia na dzień 30 kwietnia 2021 r. sprawozdania finansowego. Ministerstwo wyjaśniło również, iż Rok obrotowy takiej spółki komandytowej, który zaczął się 1 stycznia 2021 r., będzie trwał do 31 grudnia 2021 r. i za ten okres będzie sporządzone sprawozdanie finansowe. Zasadniczo zatem ksiąg rachunkowych spółki komandytowej na ww. dzień 30 kwietnia 2021 r., a następnie ich otwarcie na 1 maja 2021 r. nastąpi wyłącznie dla celów podatkowych, bez obowiązku sporządzania sprawozdania finansowego na 30 kwietnia 2021 r.

Księga rachunkowa a rok obrotowy

Zwrócić należy uwagę, iż zgodnie z art. 12 ust. 4 ustawy nowelizującej istnieje możliwość niezamykania ksiąg rachunkowych (jeżeli ostatni dzień roku obrotowego spółki komandytowej przypada w okresie od dnia 31 grudnia 2020 r. do dnia 31 marca 2021 r.) i kontynuacji roku obrotowego do dnia 30 kwietnia 2021 r. W takim przypadku – zdaniem Ministerstwa Finansów – przepis art. 12 ust. 4 ustawy nowelizującej stanowi lex specialis do art. 3 ust. 1 pkt 9 ustawy o rachunkowości.

Wykładnia treści art. 12 ust. 4 ustawy nowelizującej prowadzi zatem to wniosku, iż jeżeli rok obrotowy spółki komandytowej jest równy kalendarzowemu, to jej rok obrotowy w tym przypadku będzie trwał od 1 stycznia 2020 r. do 30 kwietnia 2021 r. i za ten okres będzie sporządzane sprawozdanie finansowe. Kolejny rok obrotowy będzie obejmował okres od 1 maja 2021 r. do 31 grudnia 2021 r.

citing.TAX, czyli z przekąsem o podatkach. #5 Kilka słów o wrogu, wizji i strategii podatkowej

 

wróg

1. «człowiek nieprzyjaźnie usposobiony wobec kogoś»
2. «człowiek zwalczający coś»
3. «wojsko nieprzyjaciela; też: państwo będące w stanie wojny z innym państwem»
4. «coś, co szkodzi komuś lub czemuś»

wizja

1. «obraz pojawiający się w czyjejś wyobraźni pod wpływem natchnienia, szaleństwa, wysokiej gorączki lub środków odurzających»
2. «czyjeś wyobrażenie jakichś zdarzeń mających zajść w przyszłości, zwykle przedstawiane w książce lub w filmie»
3. «ogół sygnałów tworzących obraz, przesyłanych od nadajnika do odbiornika; też: obraz na ekranie telewizora»

Podatkowa walka z ostrym cieniem mgły

Dziś będzie trochę o wrogach. I wizjach. I trochę o strategiach podatkowych, ale o tym na końcu.

Nasz ustawodawca podatkowy ma wrogów. I nie mówię (piszę?) tu oczywiście o przeciwnikach politycznych, bo nie o polityce ma być tutaj mowa, a o podatkach. Jest to wróg o wiele gorszy, bo niewidzialny (czy właściwie – dostrzegalny wyłącznie dla czujnego oka urzędnika Krajowej Administracji Skarbowej). To wróg potężny, bo wymykający się ramom polskiego ustawodawstwa. Czasami nawet jest to wróg zewnętrzny, bo przecież finansowany kapitałem zagranicznym, choć – niestety – i na naszym, krajowym poletku można dostrzec kilku takich wrogów.

Choć na pierwszy rzut oka istotę tego wroga ciężko uchwycić, spoglądając na poetykę ustawodawcy podatkowego można stwierdzić, że wróg ten działa w sposób sprzeczny (w danych okolicznościach) z przedmiotem lub celem ustawy podatkowej lub jej przepisu, koncentrując swoje działania na osiągnięcie korzyści podatkowej sprzecznej z tymi celami (art. 119a § 1 OP). Ten wróg działa agresywnie, bo takie jest przecież jego planowanie podatkowe.

Ten wróg działa na szkodę Polski, robiąc wszystko, co w jego mocy, by uszczuplić przychody budżetowe.

Nasz ustawodawca podatkowy wroga tego musi zwalczyć.

I ma ku temu wizję.

Tak -, wizji naszemu ustawodawcy podatkowemu odmówić nie można. Jeżeli chodzi o wdrażanie nowatorskich, śmiałych i (niekoniecznie) światłych rozwiązań podatkowych, polski ustawodawca jest prawdziwym prekursorem. Przeciera ścieżki, którymi inne ustawodawca podatkowe nie miały odwagi podążyć. Wytycza kierunki.

U celu drogi naszego ustawodawcy podatkowego znajduje się oczywiście szczelny system podatkowy, w którym nawet wróg nie dojrzy luki, którą mógłby wykorzystać. Ta wizja przesłania naszemu ustawodawcy podatkowemu całe pole widzenia. Realizując ją, nasz ustawodawca zdaje się nie patrzeć na potencjalne konsekwencje, nie przejmować się stratami ubocznymi, nie oglądać się na błagania innych, nie dopuszczać do siebie, że realizacja zamierzonej wizji może skrzywdzić nie wroga, ale również własnych, uczciwych podatników.

Przykłady realizacji tej wizji można mnożyć. Zmiany w podatku u źródła, nakazujące zapłacić podatek u źródła „na wszelki wypadek” pomimo obowiązujących zwolnień tylko po to, by po chwili ubiegać się o zwrot tego podatku (rozwiązanie to na szczęście nasz ustawodawca konsekwentnie zawiesza na dwa dni przed wejściem w życie regulacji). Odwrotne obciążenie zastąpione w sporej mierze mechanizmem podzielonej płatności. Biała lista podatników VAT. Wzrost obowiązków w zakresie cen transferowych. Wprowadzenie schematów podatkowych również na gruncie krajowym, czy wreszcie – ostatnie działania zmierzające do opodatkowania CIT spółek komandytowych.

Wszystkim tym działaniom przyświeca ta sama wizja – uszczelnienie systemu podatkowego. System ten (o ile w ogóle istnieje), zdaniem naszego samokrytycznego ustawodawcy jest dziurawy jak ser szwajcarski, a przez to zdatny do nadużyć podatkowych. Wróg wykorzystuje tę słabość bezlitośnie, agresywnie optymalizując swoje zobowiązania podatkowe.

Dzięki odważnym działaniom naszego ustawodawcy podatkowego pętla na szyi wroga powoli się zaciska. Walka jednak przeciąga się, a jej ofiarami coraz częściej padają postronni polscy podatnicy. Ustawodawca podatkowy czuje zatem, że aby ukręcić wojnie szybko łeb, musi wyprzedzić myślenie wroga i być zawsze krok przed nim.

Uszczelnianie systemu podatkowego jest przecież jak partia szachów. Nie wystarczy skutecznie atakować. Trzeba przewidzieć ruch przeciwnika. Co jednak zrobić, kiedy brakuje nam wyobraźni i przebiegłości wroga? Jak odczytać ruchy, które pozostają dla nas nieuchwytne?

To przecież proste – zmusić wroga do ich ujawnienia.

Kluczowym działaniem naszego ustawodawcy podatkowego są tu oczywiście schematy podatkowe. To dzięki nim ustawodawca podatkowy zyskał mnóstwo ciekawych informacji o działaniach wroga. Pozwoliły mu one na reakcję szybką i brutalną (ale takiej przecież potrzebujemy, prawda?) i zapchanie luk w systemie podatkowym.

Wizja wciąż nie została jednak zrealizowana. Dlaczego? Otóż raportowaniem schematów podatkowych nasz ustawodawca zmusił nas tylko do ujawniania naszych działań i konkretnych zamierzeń – ledwie kolejnych ruchów na szachownicy.

Zdaniem ustawodawcy to chyba zbyt mało. Teraz jego apetyt wzrósł, czego wyrazem może być nowy obowiązek, który zmusi wroga nie tylko do ujawniania kolejnych ruchów, ale i całej swojej strategii.

Czy da się przegrać, dokładnie znając strategię wroga?

O strategiach podatkowych (nareszcie) słów kilka

No dobrze, poniósł mnie wstęp. Przepraszam. Nie chciałem jednak, żeby działania naszego ustawodawcy były tu wyrwane z legislacyjnego kontekstu, który – podobnie jak przy zwalczaniu fake news – ma przecież kardynalne znaczenie.

Obawiałem się bowiem, że gdybym wspomniał wyłącznie o zobowiązaniu największych podatników do publikowania swoich strategii podatkowych, nie dopatrzylibyśmy w tym – na pierwszy rzut oka niegroźnym i hermetycznym działaniu – kolejnego kroku ku realizacji światłej wizji i pokonania wroga.

O obowiązku publikowania strategii podatkowych nie mówi się ani dużo, ani głośno. Propozycja ta pozostała niesłyszalna wśród szumu głosów przeciwko opodatkowaniu spółek komandytowych.

A szkoda. To przecież kolejny krok ku wizji pokonania wroga.

Kim jest wróg?

Paradoksalnie, wroga w tym zakresie można zidentyfikować i nazwać stosunkowo łatwo. Wrogiem tym będą teraz duzi gracze, którzy – jak wskazuje ustawodawca „odgrywają istotną rolę na polskim rynku, w szczególności z uwagi na wysokość osiąganych przychodów”.

Podmioty te możemy już dziś bez większego problemu wskazać palcem i wymienić z nazwy. Dlaczego? Bowiem od 1 stycznia 2018 r. na podstawie art. 27b Ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych z dnia 15 lutego 1992 r. (tj. Dz.U. z 2020 r. poz. 1406 ze zm.) („updop”) nasz ustawodawca ujawnia ich dane ogółowi i to do pięciu lat wstecz. Dzięki temu możemy od razu poznać tych graczy. Nie wierzycie? Zapraszam do lektury: https://www.gov.pl/web/finanse/indywidualne-dane-podatnikow-cit.

Od 1 stycznia 2021 r. podmioty te, na które zgodnie z art. 27b ust. 2 pkt 1 i 2 updop składają się podatkowe grupy kapitałowe oraz podatnicy, które ośmieliły się osiągnąć przychody przekraczające równowartość € 50 000 000, mają zostać zobowiązane do ujawniania swoich strategii podatkowych przed polską administracją podatkową.

Te podmioty, jak próbuje sobie to tłumaczyć polski ustawodawca, podejmują działania, które mogą skutkować „zmniejszeniem zobowiązań podatkowych w Polsce, a tym samym mieć negatywny wpływ na równowagę budżetową”, zwłaszcza „w obliczu panującej sytuacji związanej z rozprzestrzenianiem się COVID-19”.

Podmioty te wydają się więc nieprzyjaźnie nastawione wobec polskiego systemu podatkowego, swoimi działaniami szkodzą przychodom budżetowym. Wróg jak nic. Na szczęście tym razem rozpoznamy go łatwo, po wielkości jego przychodów. Do tego jednak zdążyliśmy się już chyba przyzwyczaić – bogaty oznacza tyle przecież tyle, co zły.

Jak poznać i wyprzedzić ruchy wroga?

Wszystko wskazuje na to, że od 2021 r. wróg nie będzie już mógł knuć za plecami naszego podatkowego ustawodawcy. Wszystko przez dodawany na podstawie Ustawy z dnia 28 października 2020 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne oraz niektórych innych ustaw („Ustawa nowelizująca”) art. 27c updop, który zmusi wymienione wcześniej podmioty do podawania do publicznej wiadomości informacji o realizowanej strategii podatkowej.

Jeżeli nowe przepisy wejdą w życie, od przyszłego roku najwięksi podatnicy będą zmuszeni publikować:

(i) informacje o stosowanych przez podatnika:
a) procesach oraz procedurach dotyczących zarządzania wykonywaniem obowiązków wynikających z przepisów prawa podatkowego i zapewniających ich prawidłowe wykonanie,
b) dobrowolnych formach współpracy z organami Krajowej Administracji Skarbowej,

(ii) informacje odnośnie do realizacji przez podatnika obowiązków podatkowych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, wraz z informacją o liczbie przekazanych Szefowi Krajowej Administracji Skarbowej informacji o schematach podatkowych, o których mowa w art. 86a § 1 pkt 10 Ordynacji podatkowej, z podziałem na podatki, których dotyczą,

(iii) informacje o:

a) transakcjach z podmiotami powiązanymi w rozumieniu art. 11a ust. 1 pkt 4, których wartość przekracza 5% sumy bilansowej aktywów w rozumieniu przepisów o rachunkowości, ustalonych na podstawie ostatniego zatwierdzonego sprawozdania finansowego spółki, w tym podmiotami niebędącymi rezydentami podatkowymi Rzeczypospolitej Polskiej,
b) planowanych lub podejmowanych przez podatnika działaniach restrukturyzacyjnych mogących mieć wpływ na wysokość zobowiązań podatkowych podatnika lub podmiotów powiązanych w rozumieniu art. 11a ust. 1 pkt 4,

(iv) informacje o złożonych przez podatnika wnioskach o wydanie:

a) ogólnej interpretacji podatkowej, o której mowa w art. 14a § 1 Ordynacji podatkowej,
b) interpretacji przepisów prawa podatkowego, o której mowa w art. 14b Ordynacji podatkowej,
c) wiążącej informacji stawkowej, o której mowa w art. 42a ustawy o podatku od towarów i usług,
d) wiążącej informacji akcyzowej, o której mowa w art. 7d ust. 1 ustawy z dnia 6 grudnia 2008 r. o podatku akcyzowym (Dz. U. z 2020 r. poz. 722 i 1747),

(v) informacje dotyczące dokonywania rozliczeń podatkowych podatnika na terytoriach lub w krajach stosujących szkodliwą konkurencję podatkową wskazanych w aktach wykonawczych wydanych na podstawie art. 11j ust. 2 i na podstawie art. 23v ust. 2 ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz w obwieszczeniu ministra właściwego do spraw finansów publicznych wydanym na podstawie art. 86a § 10 Ordynacji podatkowej

– z wyłączeniem informacji objętych tajemnicą handlową, przemysłową, zawodową lub procesu produkcyjnego [projektowany art. 27c ust. 2 updop].

Sporo tego, prawda? Ustawodawca może nam mydlić oczy tajemnicą handlową, ale zwróćmy uwagę, że do publicznej wiadomości trafią informacje o niektórych transakcjach i działaniach restrukturyzacyjnych. Będą musiały przyznać się, że to one wystąpiły o konkretną interpretację indywidualną (co przecież ujawni ich działania, dotychczas zanonimizowane na etapie publikacji interpretacji).

Informacje te trafią – uwaga! – na stronę internetową tych podatników lub ich podmiotów powiązanych [projektowany art. 27c ust. 4-6 updof], o adresie której podmioty tę będą musiały poinformować właściwego naczelnika urzędu skarbowego [projektowany art. 27c ust. 7 updop] i to pod groźbą kary wynoszącej do… 250 000 zł [projektowany art. 27c ust. 8 updop]. Proszę nie regulować odbiorników. Kara za nieprzesłanie informacji o adresie stronie internetowej ma wynieść do ćwierć miliona złotych. Czy Krajowa Administracja Skarbowa nie może użyć Google?

Pewnie niejedna osoba będzie zastanawiać się, w jakim celu polski ustawodawca podatkowy obciąży największych podatników kolejnym obowiązkiem, zmuszając ich do publicznego eksponowania swoich działań. Na całe szczęście szereg odpowiedzi na to pytanie zawarto w uzasadnieniu do Ustawy Nowelizującej.

Wśród tych oczywiście pewniak i klasyk – uszczelnianie systemu podatkowego: „W ramach uszczelnienie projekt przewiduje również wprowadzenie obowiązku sporządzenia i podania do publicznej wiadomości informacji o realizowanej strategii podatkowej”.

Związek pomiędzy publikowaniem strategii a uszczelnianiem systemu podatkowego ma się tu przejawiać w „dążeniu do zwiększenia transparentności podatkowej podatników odgrywających istotną rolę na polskim rynku”.

Po co ustawodawcy te dane? Po pierwsze – by zrealizować wizję. Wskazuje na to wprost uzasadnienie do Ustawy nowelizującej, gdzie znalazł się oczywiście pewniak i klasyk – uszczelnianie systemu podatkowego: „W ramach uszczelnienie projekt przewiduje również wprowadzenie obowiązku sporządzenia i podania do publicznej wiadomości informacji o realizowanej strategii podatkowej”.

Malkontenci pozostaną nieprzekonani i zapytają pewnie, jak powiązać publikowanie wrażliwych danych z uszczelnianiem systemu podatkowego? Słowem kluczowym ma tu być: „transparentność”. Związek pomiędzy publikowaniem strategii a uszczelnianiem systemu podatkowego ma się tu bowiem przejawiać w „dążeniu do zwiększenia transparentności podatkowej podatników odgrywających istotną rolę na polskim rynku”.

Jeżeli nie wiecie, dlaczego ta „transparentność” jest nam potrzebna do szczęścia, ponownie oddam głos ustawodawcy. Wskazuje on, że dzięki temu „obywatele otrzymają dostęp do informacji o zasadach podatkowych, którymi kierują się największe podmioty oraz podejmowanych przez nich dobrowolnych formach współpracy z organami Krajowej Administracji Skarbowej”. Co nam to da? „Takie informacje będą pomocne w czasie podejmowania przez obywateli decyzji o skorzystaniu z usług czy zakupu produktów od takich podmiotów”.

Jeżeli ktoś nie zrozumiał tego kwiecistego sformułowania, służę pomocą. To eufemistyczny sposób na przekonanie społeczeństwa, żebyśmy nie kupowało u wroga, bo ten agresywnie optymalizuje podatki, a przez to jest zły i niedobry. Zdaniem ustawodawcy wpisuje się to „w trend zwiększania świadomości obywatelskiej w zakresie finansowych podstaw działania państwa, jak również w aktywności podejmowane przez gremia międzynarodowe. Wpłynie również pozytywnie na społeczną odpowiedzialność biznesu”.

Wynika więc z tego, że ustawodawca robi to wszystko dla nas, żebyśmy świadomi nie tylko tego, że wróg istnieje, ale również – jak bardzo jest niedobry i zły.

Na całe szczęście ustawodawca nie pozostaje przy tym całkowitym hipokrytą, bo przyznaje się również, że (oczywiście jako efekt uboczny wprowadzanych zmian), „dane publikowane w ramach informacji o realizowanej strategii podatkowej służyć mogą organom Krajowej Administracji Podatkowej w pozyskiwaniu wstępnych informacji o działaniach tych podatników oraz o możliwych powodach występujących różnic w ich rozliczeniach podatkowych”.

W efekcie zatem wprowadzenie nowego obowiązku „ma przyczynić się do wzmocnienia skłonności podatników do prawidłowego wypełniania ich zobowiązań podatkowych poprzez zwiększenie ich transparentności w tym obszarze oraz kontroli społecznej podejmowanych działań”.

Wynika stąd, że publikowanie strategii podatkowej z jednej strony ujawni przed ustawodawcą podatkowym planowane ruchy wroga, z drugiej zmusi go do większej etyczności podatkowej (pod groźbą bojkotu świadomego społeczeństwa).

Cóż, nie można tu odmówić polskiemu ustawodawcy podatkowemu pomysłowości. Warto też zaznaczyć, że jeżeli przepisy te wejdą w życie ponownie staniemy się prekursorami w podatkowym świecie. Nasz ustawodawca podatkowy skromnie wskazuje co prawda, że podobne rozwiązania na całym świecie występują aż w dwóch krajach – Australii i Wielkiej Brytanii, jednak oddajmy mu co cesarskie – już niedługo dołączymy zatem do wąskiego i szlachetnego grona. I wciąż będziemy na podium, jeżeli chodzi o kraje, które najszybciej zdecydowały się na ten odważny i (wedle wizji polskiego ustawodawcy podatkowego) skuteczny ruch.

Nasz ustawodawca podatkowy zdaje mówić: „Szach”.

Czy jednak na pewno? Czy ustawodawca rzeczywiście wciąż podąża za swą śmiałą wizją? A może to już tylko przejaw apofenii, czyli odnajdywania związków i ukrytych sensów w przypadkowych oraz nic nieznaczących zjawiskach, zdarzeniach, czy faktach?

Wszystkich podatników, który po wejściu w życie nowych regulacji będą zobligowani do publikowania strategii podatkowych zapraszam do kontaktu. Razem przygotujemy się na nadchodzące zmiany.

[Wszystkie cytaty z uzasadnienia zaczerpnięto z uzasadnienia do przyjętej przez Sejm Ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne oraz niektórych innych ustaw (Druk Sejmowy IX Kadencji, nr 642)].

autor: Bartosz Kubista
partner zarządzający, adwokat, doradca podatkowy

citing.TAX, czyli z przekąsem o podatkach. #4 Opodatkowanie spółek komandytowych

W Ministerstwie Finansów konkurs na najbardziej krzywdzący projekt ustawy podatkowej rozgorzał na dobre. Niedawno na arenie pojawił się nowy pretendent do tego tytułu i choć czasu do końca roku jeszcze trochę zostało, a wyobraźnia naszego ustawodawcy nie zna granic – można założyć, że mamy faworyta w tym wyścigu.

Mowa rzecz jasna o opodatkowaniu spółek komandytowych podatkiem dochodowym od osób prawnych. Nie jest to pomysł nowy. Podobne zakusy ustawodawca czynił w 2013 r., kiedy uchwalona została ustawa opodatkowująca spółki komandytowo-akcyjne. Wtedy się nie udało.
Teraz? Oby też nie.

W tle oczywiście (zmyślone) uszczelnianie systemu podatkowego

Już od paru dobrych lat uszczelnianie systemu podatkowego jest uniwersalną wymówką ustawodawcy, żeby nakładać na podatników nowe podatki i zarzucać ich kolejnymi obowiązkami w tej sferze. Nie inaczej jest wtej sytuacji.
W uzasadnieniu do ustawy początkowo dumnie wskazuje się na najważniejsze zmiany, które już uszczelniły nasz system podatkowy. Wśród nich wymienia się rozwiązania takie jak opodatkowanie zagranicznych spółek kontrolowanych, klauzula ogólna o przeciwdziałaniu unikaniu opodatkowania, czy zacieśnianie pętli wokół cen transferowych, aby po chwili – O ZGROZO – stwierdzić, że „niemniej jednak nadal istnieją obszary, w których można podjąć działania w celu uszczelnienia systemu podatkowego. Do tych działań należy zaliczyć objęcie spółek komandytowych podatkiem CIT”.

Oczywiście owo uszczelnianie jest skierowane przeciwko tzw. spółkom hybrydowym, popularnie nazywanych również spółką z o. o. spółką komandytową. Chodzi o spółki komandytowe, w których pozycję komplementariusza (wspólnika odpowiadającego całym majątkiem za zobowiązania spółki) pełni spółka z ograniczoną odpowiedzialnością.

Zdaniem projektodawcy zmiana jest konieczna, bowiem polscy podatnicy masową „rezygnują z tworzenia spółek kapitałowych nawet wówczas, gdy byłaby to forma najwłaściwsza ze względu na przedmiot prowadzonej działalności”. To jednak nie wszystko. Oczywiście w projekcie wymienia się szereg argumentów, które wskazują na to, że spółki hybrydowe są największym złem tego świata. Na pomoc projektodawcy w wymyślaniu tych sytuacji przyszły oczywiście auto-donosy podatkowe, czyli schematy podatkowe (MDR), które jako jedyni w Europie składamy również w sprawach ściśle krajowych.

Czytając treść uzasadnienia ustawy, można rzeczywiście dojść do wniosku, że spółki z o. o. spółki komandytowe służą nam do niczego innego, jak wyszarpywania pieniędzy z rąk… no właśnie – nas wszystkich, bo skoro Polska to ludzie, to spółki komandytowe nas okradają i trzeba to zmienić.

Szkoda tylko, że to wszystko ściema.

Po pierwsze – bądźmy realistami – opodatkowanie spółek komandytowych nie ma na celu uszczelnienia systemu podatkowego. Ma za to na celu podwójne opodatkowanie dochodów pochodzących ze spółek komandytowych. Koncepcja projektodawców o uszczelnianiu systemu podatkowego w Polsce (i pozostawianiu polskich pieniędzy w naszym kraju) nie ma tu sensu.

Komandytariuszami spółek komandytowych są w przeważającej mierze Polacy – osoby fizyczne będące rezydentami naszego pięknego kraju. To nie jest tak, że dochody ze spółek komandytowych napychają kieszenie zagranicznym korporacjom. Te wolą przecież zawyżyć ceny transferowe (i zmniejszyć dochód do opodatkowania w Polsce) albo – o ile działają na terenie Unii Europejskiej lub EOG – tworzą w Polsce spółkę córkę (sp. z o. o. lub S.A.). Wypłata dywidend z takiej spółki jest zwolniona z opodatkowania na podstawie art. 22 ust. 4 Ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz. U. z 2020 r. poz. 1406 z późn. zm.) („updop”).

W efekcie opodatkowanie spółek komandytowych CIT sprawi, że to w rękach polskich przedsiębiorców zostanie mniej środków. Ba – ci polscy przedsiębiorcy, którzy obecnie konkurują z podmiotami zagranicznymi, stracą na konkurencyjności. Za wyższymi kosztami podatkowymi będą musiały pójść rosnące ceny. Potem zacznie się płacz, że Polacy niechętnie kupują polskie produkty i usługi.

Po drugie, wbrew twierdzeniom projektodawcy, spółki komandytowe nie są tworzone wyłącznie jako wehikuł inwestycyjny. Zauważmy, że osoby fizyczne będące komandytariuszami spółek komandytowych płacą podatek na tych samych zasadach, co przedsiębiorcy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą. Tu 19% podatku i tu 19% podatku.

Dlaczego więc – parafrazując uzasadnienie do projektu ustawy – Polacy nie zakładają na potęgę jednoosobowych działalności gospodarczych? Dlaczego rezygnują z tworzenia spółek kapitałowych tam, gdzie taka forma byłaby właściwsza? Po co polscy przedsiębiorcy masową wybierają skomplikowane spółki hybrydowe i godzą się podwójne koszty księgowości (w końcu to dwie odrębne spółki i to na pełnych księgach), oddając jeszcze kilka procent zysków na rzecz spółki z o. o. (gdzie będą one podwójnie opodatkowane), zamiast prowadzić jednoosobową działalność gospodarczą, skoro to te same 19% podatku dochodowego?

Dla bezpieczeństwa. Spółki komandytowe zakłada się dla bezpieczeństwa.

W przypadku działalności jednoosobowych przedsiębiorcy odpowiadają całym swoim majątkiem. Tymczasem w przypadku spółki hybrydowej – odpowiedzialność komandytariuszy jest znacznie ograniczona, a najczęściej – wyłączona (jeżeli wkład komandytariusza do spółki odpowiada wysokością sumie komandytowej, odpowiedzialność komandytariuszy jest w zasadzie wyłączona). Dzięki temu, ponoszenie tych wyższych kosztów pozwala polskim przedsiębiorcom prowadzić działalność gospodarczą bez ryzyka, że kiedy powinie im się noga, komornik nie zabierze im rodzinnego domu.

Polscy przedsiębiorcy nie dokonują więc wyboru na zasadzie: spółka z o. o. (zła, niedobra, podwójne opodatkowanie) kontra spółka komandytowa (piękna, ładna, uszczuplajmy system podatkowy). Ci przedsiębiorcy dokonują raczej wyboru pomiędzy działalnością jednoosobową (wchodzę va banque i ryzykuję wszystkim, co mam) a spółką komandytową, jako szansą na ochronę prywatnego majątku.
Zważając na powyższe, trudno wierzyć, że opodatkowaniu spółek komandytowych przyświeca uszczelnianie systemu podatkowego. To po prostu kolejny zakus na pieniądze polskiego przedsiębiorcy.

Rozwiązanie tak proste, że aż boli

Ech, rozgadałem (rozpisałem?) się zbyt wiele o intencjach, a nie opisałem jeszcze, na czym dokładnie polega ten nowy, światły pomysł. Prawda jest jednak taka, że rozwiązanie to nie doczekało się tylu słów w ustawie, co choćby Estoński-CIT.
Jest krótkie, proste i śmiertelnie skuteczne. Otóż zgodnie z projektem, art. 3 ust. 1 pkt 1 updop wśród podatników CIT wymienia, obok spółek komandytowo-akcyjnych, również spółki komandytowe. I już. Koniec, po zabawie. Za tą jedną zmianą kryją się wszystkie czary ustawodawcy.
Skoro spółki komandytowe staną się podatnikami CIT, to w pierwszej kolejności zapłacą podatek dochodowy od osób prawnych. Następnie – wypłacając pieniądze wspólnikom – Ci zapłacą go po raz kolejny – choć tym razem będzie to głównie PIT, na zasadach podobnych jak przy wypłacie dywidendy.

Rozwiązanie to nie ma zbyt wiele wspólnego z konstrukcją spółek osobowych, w których wspólnicy nie wypłacają sobie przecież dywidend, a podziały zysku nie są kwestią tak klarowną. Rozwiązanie, które było do zaakceptowania w przypadku spółek komandytowo-akcyjnych (tam mamy jednak elementy spółki akcyjnej, w tym wypłatę dywidend na rzecz akcjonariuszy) w odniesieniu do spółek komandytowych nie będzie miało sensu.
Podobnie jak to ma miejsce w przypadku spółek komandytowo-akcyjnych, komplementariusze będą uprawnieni do obniżenia podatku od pseudo-dywidendy o podatek CIT zapłacony przez spółkę komandytową, w proporcji do posiadanych udziałów w zysku. Oznacza to, że po wejściu w życie zmian, o ile spółka komandytowa będzie płacić podatek CIT w stawce 19%, komplementariusze nie zapłacą podatku. Z drugiej strony, jeżeli spółka komandytowa skorzysta ze stawki 9%, komplementariusze będą zobligowani do dopłacenia tych brakujących 10% podatku.
Tyle tylko, że nikt przecież nie chce być komplementariuszem.

U komandytariuszy będzie oczywiście gorzej. Komandytariusze będą musieli zapłacić podwójny podatek dochodowy. Ustawodawca co prawda przewidział dla nich zwolnienie podatkowe, jednak uczciwie patrząc – szału nie ma.
Otóż zgodnie z projektowanymi zmianami, komandytariusze będą mogli skorzystać z częściowego zwolnienia przychodów z udziału w zyskach spółek komandytowych. Dlaczego częściowego? Otóż zwolnienie obejmie wyłącznie 50% przychodów uzyskanych przez komandytariusza– nie więcej jednak niż 60000 zł liczonych odrębnie dla każdej spółki komandytowej, w której będzie komandytariuszem.

Z jednej więc strony komandytariusze zawsze zapłacą podatek od połowy uzyskanych zysków, z drugiej zaś – obowiązywać ich będzie absurdalnie niski limit 60 000 zł na spółkę.
Żeby nie było zbyt łatwo, skorzystanie z częściowego zwolnienia będzie oczywiście obwarowane szeregiem warunków. I tak, ze zwolnienia nie skorzysta komandytariusz, który:
będzie posiadał bezpośrednio lub pośrednio co najmniej 5% udziałów (akcji) w spółce posiadającej osobowość prawną lub spółce kapitałowej w organizacji będących komplementariuszem w tej spółce komandytowej lub

  • będzie członkiem zarządu:
  • spółki posiadającej osobowość prawną lub spółki kapitałowej w organizacji będących komplementariuszem w tej spółce komandytowej, lub
  • spółki posiadającej bezpośrednio lub pośrednio co najmniej 5% udziałów (akcji) w spółce posiadającej osobowość prawną lub spółce kapitałowej w organizacji będących komplementariuszem w tej spółce komandytowej, lub
  • będzie podmiotem powiązanym z członkiem zarządu lub wspólnikiem spółki posiadającej bezpośrednio lub pośrednio co najmniej 5% udziałów (akcji) w spółce posiadającej osobowość prawną lub spółce kapitałowej w organizacji będących komplementariuszem w tej spółce komandytowej.

Wyłączenia te są ewidentnie skierowane przeciw osobom wykorzystującym obecnie spółki hybrydowej (pejoratywnie oceniane przez projektodawców). I to jeszcze nawet rozumiem.
Niech mi jednak ktoś wytłumaczy, dlaczego pozostali – w domyśle wykorzystujący spółki komandytowe tak jak KSH nam nakazał – nie będą zwolnieni w całości tylko w połowie?
Pokazuje to w piękny sposób kit, którym karmią nas projektodawcy. Uszczelnianie systemu nie uzasadnia przecież w żaden sposób podwójnego opodatkowania połowy zysków komandytariuszy, który nie korzystają z konstrukcji słynnej spółki z o. o. Sp.k.
Gdy nie wiadomo o co chodzi…

Niestety nie ma alternatywy

Dla Ministerstwa Finansów opodatkowanie spółek komandytowych powinno być rozpatrywane zawsze łącznie z dobrodziejstwem Estońskiego CIT (nad jego konstrukcją i wadami pastwiłem się w poprzednim odcinku, zapraszam). Ma być alternatywą dla uciemiężonych polskich przedsiębiorców.

Pomijam już nawet to, że polski ustawodawca próbuje tu (zresztą nieudolnie) rozwiązać problemy podatników, które sam im stwarza. To po prostu kolejna ściema.
Estoński CIT de facto nazywany będzie ryczałtem od dochodów spółek kapitałowych. Na tych zasadach będą się zatem mogły rozliczać spółki komandytowych, do których to rozwiązanie nie będzie skierowane.
Ktoś mógłby oczywiście powiedzieć, że nic nie stoi nie przeszkodzie przekształceniu spółek komandytowych w kapitałowe, żeby zapłacić Estoński CIT.
Otóż stoi.

W projekcie dotyczących Estońskiego CIT pojawia się bowiem mały haczyk, zwany „dochodem z przekształcenia”. „Dochód z przekształcenia” będą musieli ustalić w rozliczeniu roku podatkowego poprzedzającego pierwszy rok opodatkowania Estońskim CIT również Ci podatnicy, którzy zostaną utworzeni w wyniku przekształcenia spółki niebędącej osobą prawną.

Dochodem z przekształcenia będzie zaś nadwyżka wartości rynkowej składników majątku, ustalonej na dzień przekształcenia, ponad ich wartość podatkową ustaloną na ten dzień. Oznacza to, że spółki komandytowe (i ich wspólnicy) wpadną z deszczu pod rynnę, bowiem przekształcenie spółki komandytowej w spółkę kapitałową też będzie wiązało się z obowiązkiem zapłaty podatku.

W efekcie, dla spółek komandytowych Estoński CIT nie jest żadną alternatywą. Albo inaczej – jest alternatywą, ale na tyle kosztowną, że raczej niewartą rozważenia.
Znając życie,ustawodawca będzie się później tłumaczył, że pracowały nad tym dwa różne zespoły, które nie komunikowały się ze sobą i nie ma tego złego czego autopoprawka nie ogarnie. Autopoprawki pokochaliśmy zresztą przy Tarczach Antykryzysowych.

Zamiast podsumowania

Wypadałoby w jakiś sposób zrekapitulować to arcydzieło legislacyjne. Wskazać mocne strony rozwiązania i kierunki na przyszłość. Pozwolić dostrzec pozytywy w aktualnej sytuacji.
Szkoda tylko, że lektura projektu i zamierzeń ustawodawcy przywołuje w mojej głowie tylko jedno zdanie, które kiedyś święciło triumfy na salonach (choć wtedy z dedykacją do konkretnych osób i zwierząt):
Posłowie, nie idźcie tą drogą.

Wszystkich wspólników spółek komandytowych zapraszam do kontaktu. Wierzę, że pomimo tego, że ustawodawca ciska nam podatkowe kłody pod nogi, a Estoński CIT może niekoniecznie być wyjściem – razem przygotujemy się na nadchodzące zmiany.
[Wszystkie cytaty z uzasadnienia zaczerpnięto z uzasadnienia do Projektu Ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne oraz niektórych innych ustaw (Druk Sejmowy IX Kadencji, nr 642)].

citing.TAX, czyli z przekąsem o podatkach. #2 Slim VAT, czyli jak upraszczać, żeby nie upraszczać (cz. 1).

Dziś ponarzekamy trochę na „rewolucyjne” propozycje Ministerstwa Finansów w zakresie uproszczenia rozliczeń w podatku od towarów i usług. Zmian (choć śladowych), jest jednak trochę, więc aby było atrakcyjniej, nad propozycjami będę pastwić się w kilku odcinkach. Dziś zajmiemy się kwestią szumnie zapowiadanego prostego fakturowania oraz ujednolicenia zasad przeliczania kursów walut.

Wszystkie cytaty z Ministerstwa Finansów zaczerpnięto z publikacji SLIM VAT – uproszczenie i unowocześnienie rozliczeń VAT [dostęp dnia 26 sierpnia 2020 r.].

Prawo podatkowe można upraszczać albo upraszczać

W tej pierwszej wersji „upraszanie” wiąże się z wprowadzaniem realnych, konkretnych ułatwień dla podatników. Uwalniają one płacących podatki od zbędnych (i często absurdalnych) obciążeń i obowiązków oraz usuwają (liczne!) wątpliwości interpretacyjne. To właśnie te „uproszczenia” odpowiadają na realne potrzeby podatników i przedsiębiorców. Pozwalają im zapomnieć o rozliczeniach podatkowych i skupić się na tym, co najważniejsze – na biznesie.

W drugim ujęciu „upraszczanie” to wprowadzanie drobnych modyfikacji do treści ustaw podatkowych. Dotyczą one spraw wypadkowych i problemów, które – choć oczywiście istnieją – nie plasują się na szczycie listy potrzeb polskich podatników. Ten drugi rodzaj upraszczania ma wymiar bardziej marketingowy – stwarza pozór wielkich zmian i rewolucji, oferując w zamian relatywnie niewiele.

Kolejnym podejściem polskiego ustawodawcy do uproszczenia systemu podatkowego jest projekt wprowadzenia tzw. SLIM VAT, który ma stanowić „uproszczenie i unowocześnienie rozliczeń VAT”. Niestety, analiza proponowanych regulacji wskazuje, że nasz ustawodawca po raz kolejny uraczył nas upraszczaniem w marketingowym ujęciu.
Pakiet SLIM VAT wedle informacji Ministerstwa Finansów ma stanowić odpowiedź na zgłaszane ministerstwu oczekiwania przedsiębiorców. Świetnie!

Czy dotyczy zatem uproszczenia zasad ustalania momentu powstania obowiązku podatkowego, składania deklaracji czy prowadzenia ewidencji, które od dawna wywołują wątpliwości interpretacyjne? Niestety nie.
Może zrewidowano sposób dokonywania zwrotów VAT, aby przedsiębiorcy nie bali się tego robić w obawie przed automatycznymi, długotrwałymi kontrolami? No cóż, nie bardzo.

A może zmiany dotyczą chociaż transakcji wewnątrzwspólnotowych, gdzie pomimo zmian wprowadzonych w ramach tzw. quick fixes oraz pomimo zmian do Rozporządzenia wykonawczego Rady (UE) nr 282/2011, podatnicy wciąż nie mają pojęcia jak dokumentować swoje dostawy wewnątrzwspólnotowe, aby nie zostały zakwestionowane przez organy podatkowe? Pudło.
Na czym ma zatem polegać osławione uproszczenie i unowocześnienie rozliczeń VAT? Otóż slim VAT, który powstał w Ministerstwie Finansów w efekcie „prowadzonego przez MF audytu przepisów, mającego na celu dostosowanie ich do warunków działania małego i średniego biznesu” oferuje nam niestety rewolucję w rzeczywiście odchudzonym wymiarze.
Przejdźmy jednak do rzeczy.

„Proste” fakturowanie

Pierwsze zmiany dotyczą prostszego fakturowania. I nie, nie chodzi tu o odchudzenie zawartości faktury czy rozwiązanie problemu z fakturami uproszczonymi – chodzi o detaliczne zmiany w zakresie korygowania podstawy opodatkowania.
Zgodnie z projektem, nie będzie już konieczne posiadanie przez podatnika korygującego fakturę in minus potwierdzenia odebrania faktury korygującej przez nabywcę. Zdaniem Ministerstwa, zmiana „znacznie uprości rozliczenia, powodując brak konieczności gromadzenia potwierdzeń otrzymania faktury korygującej oraz oczekiwania na ich dostarczenie, a także brak konieczności dokonywania korekt deklaracji”.

Niestety nie jest to prawdą.

Ustawodawca wprowadza bowiem w miejsce obowiązku posiadania potwierdzenia odbioru faktury korygującej przez nabywcę nowy obowiązek, który też będzie wiązał się dla podatników z koniecznością… gromadzenia dokumentacji.

Po nowelizacji, zamiast potwierdzenia odbioru faktury korygującej przez nabywcę do dokonania korekty, będziemy potrzebowali dokumentacji, z której wynika, że uzgodniliśmy z nabywcą warunki  obniżenia podstawy opodatkowania.
Same, but different, but still the same. Przypomnijmy bowiem, że już teraz, na gruncie uchylanego przez slim VAT art. 29a ust. 15 pkt 4 uVAT, możliwe do dokonania korekty nie musieliśmy posiadać potwierdzenia odbioru faktury korygującej przez nabywcę, gdy podatnik nie uzyskał potwierdzenia mimo udokumentowanej próby doręczenia faktury korygującej i z posiadanej dokumentacji wynika, że nabywca towaru lub usługobiorca wie, że transakcja została zrealizowana zgodnie z warunkami określonymi w fakturze korygującej.

W efekcie ustawodawca sprzedaje nam w zasadzie bliźniacze rozwiązanie, tyle tylko, że w nowym atrakcyjnym opakowaniu.
Druga ze zmian w zakresie uproszczenia fakturowania dotyczy również korekt, tym razem zwiększających podstawę opodatkowania. Dziś brak w tym zakresie wyraźnych przepisów ustawowych, przez co – jak zauważa samo Ministerstwo Finansów – „dotychczas podatnicy bazowali tylko na linii interpretacyjnej i orzecznictwie. Nie dawało to odpowiedniej pewności prawa”.
Fakt, dotychczas, podatnicy musieli się w tym zakresie opierać na orzecznictwie. Tyle tylko, że w tym wypadku nie mieliśmy akurat do czynienia z orzeczniczym rollercoasterem, gdzie linia orzecznicza zmieniała się z każdym wyrokiem. Wręcz przeciwnie – orzecznictwo wydawało się w tym zakresie jednolite i w miarę ugruntowane. Przywołajmy dla przykładu Wyroki: NSA z dnia 25 lutego 2011 r. sygn. akt I FSK 213/10; NSA z dnia 10 listopada 2011 r., sygn. akt I FSK 12/11; NSA z dnia 20 lipca 2012 r., sygn. akt I FSK 1680/11; NSA z dnia 3 kwietnia 2012 r., sygn. akt I FSK 850/11; czy z nowszych WSA we Wrocławiu z dnia 21 lutego 2018 r., sygn. akt I SA/Wr 1262/17.

Według tego stanowiska, gdy przyczyna korekty powstaje w terminie późniejszym (np. następuje uzgodniona zmiana ceny), korekta in plus powinna zostać ujęta na bieżąco, tj. w rozliczeniu za okres, w którym powstała przyczyna korekty, a jeżeli przyczyną korekty był błąd lub omyłka – wstecz do momentu błędnego wystawienia pierwotnej faktury.

Nie jest więc tak, jak stara się to przedstawić Ministerstwo Finansów, że podatnicy błądzili dotychczas jak dzieci we mgle. Korzystając z jednolitej i stałej linii interpretacyjnej, podatnicy mieli pełną świadomość,  jak zachować się w danej sytuacji.
W ramach slim VAT ustawodawca wprowadza przepis, który stan ten ustawowo sankcjonuje. Nie mamy tu więc do czynienia z żadną rewolucją lub ułatwieniem, tylko z przeniesieniem stanowiska sądów na grunt ustawy.

Kursy walut

Ministerstwo chwali się również, że po wprowadzeniu slim VATpodatnik będzie mógł wybrać do VAT zasady przeliczenia kursu walut jak dla przeliczenia przychodu w podatku dochodowym”, co ma oznaczać „zmniejszenie czasu na ustalanie kursu do walut dla jednej transakcji”.
Zacznijmy może od tego, że jest całkowicie absurdalne, że jednolite zasady w tym zakresie nie obowiązują od samego początku. Ministerstwo Finansów chwali się zatem, że ustawodawca rozwiąże problem, który wcześniej – bez żadnego uzasadnienia – sam stworzył. Ale niech będzie, cieszmy się z małych rzeczy.

Zawiodą się jednak i, którzy pomyślą, że uproszczenie będzie polegało np. na przekopiowaniu do uVAT regulacji właściwych z podatków dochodowych i wprowadzeniu w tym zakresie jednolitych zasad.
Otóż nie. Kluczowe w komunikacie Ministerstwa Finansów (oraz w projekcie slim VAT) jest słowo „może”. Otóż nowelizacja zakłada, że podatnicy będą mogli przeliczać waluty obce w podatku od towarów i usług „zgodnie z zasadami przeliczania przychodu wynikającymi z przepisów o podatku dochodowym, obowiązującymi tego podatnika na potrzeby rozliczania danej transakcji” [projektowany art. 31a ust. 2a uVAT].

Co ciekawsze, podatnicy będą musieli stosować takie zasady przez okres co najmniej 12 miesięcy, licząc od początku miesiąca, w którym je wybrali [projektowany art. 31a ust. 2b uVAT], a po rezygnacji z tych nowych zasad – wrócić do zasad ogólnych na okres co najmniej 12 miesięcy [projektowany art. 31a ust. 2c uVAT].

Oznacza to więc, że w ramach tego uproszczenia podatnicy będą musieli z kalendarzem w ręku sprawdzać, czy mogą cofnąć skutki błędnie podjętej w tym zakresie decyzji i będą nią związani przez najbliższy rok. Nie mogę się też doczekać tłumaczenia kontrolującym, kiedy stosowaliśmy jakie zasady korekt.

W ramach slim VAT otrzymujemy zatem sensowną propozycję (która zmierza do wprowadzania jednolitych zasad), ale wyłącznie jako (trzecią już!) alternatywę przeliczania transakcji w walutach obcych na polskie złote – z ukochanymi przez naszego ustawodawcę ograniczeniami czasowymi i minimalnymi okresami.

Żeby było jeszcze lepiej, zgodnie z tajemniczym projektowanym art. 31a ust. 2d uVAT, w przypadku gdy w okresie stosowania zasad przeliczania, o których mowa w ust. 2a, podatnik dokona transakcji niepodlegającej przeliczeniu zgodnie z tymi zasadami, jest on obowiązany do zastosowania dla tej transakcji zasad przeliczenia obowiązujących dotychczas. Co należy rozumieć przez „transakcje niepodlegające przeliczeniu zgodnie z tymi zasadami”? Cóż, poczekajmy na dwustustronnicowe objaśnienia do uproszczeń w slim VAT, na pewno świetnie to opiszą.

Czy będzie zatem prościej (o ile zdecydujemy się na ten wariant i nie sparzymy się tym rozwiązaniem przez obligatoryjne 12 miesięcy stosowania) – tak. Czy można było to zrobić lepiej, łatwiej, bez zbędnego kombinowania – oczywiście.
Do tego chyba jednak zdążyliśmy się już przyzwyczaić.

Na dziś tyle. Kolejne „rewolucyjne” zmiany wprowadzane slim VAT w kolejnej odsłonie.

Jeżeli macie Państwo jakiekolwiek pytania w zakresie slim VAT albo chcielibyście Państwo przygotować się z wyprzedzeniem na zmiany i dostosować swoje procedury wewnętrzne do wymogów nowelizacji – zapraszam do kontaktu.

citing.TAX, czyli z przekąsem o podatkach

Nie udało nam się za bardzo z drugą Irlandią, więc teraz przyszedł czas na drugą Estonię. 12 sierpnia 2020 r. na stronie internetowej Rządowego Centrum Legislacji opublikowano  projekt Ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw („Projekt”). Ma on wprowadzać w Polsce tzw. Estoński CIT.

Niestety, pomiędzy wzorcowym rozwiązaniem obowiązującym w Estonii a polską wariacją tego rozwiązania, jest mniej więcej tyle wspólnego, ile pomiędzy naszymi językami.

Na czym polega Estoński CIT i jego polski odpowiednik?

Ministerstwo Finansów promuje Estoński CIT jako nowoczesny (choć w Estonii obowiązujący już od około dwudziestu lat) sposób opodatkowania spółek kapitałowych. W założeniu ma on wspierać inwestycje i minimalizować formalności.
Jak sama nazwa wskazuje, rozwiązanie to wywodzi się z Estonii. Sprowadza się do tego, że estońscy podatnicy podatku dochodowego od osób prawnych są zobligowani do jego zapłaty dopiero w momencie dystrybucji dochodu spółki, czyli mówiąc po polsku – w momencie wypłaty dywidendy. Dzięki temu tak długo, jak spółka estońska zatrzymuje środki i reinwestuje je, zamiast wypłacić dywidendę udziałowcom – tak długo nie podlega opodatkowaniu CIT. Podatek ten regulowany jest dopiero w dacie wypłaty dywidend w stawce 20%. W praktyce oznacza to, że z każdych 100 zł przeznaczanych na dywidendę, wypłacie na rzecz wspólników podlega tylko 80 zł. Resztę zaś wykorzystuje się do opłacenia podatku dochodowego od osób prawnych.
I już. Tyle.

Za maksymalnym uproszczeniem zasad opodatkowania podąża tam również maksymalne uproszczenie ewidencji do celów podatkowych. Ono również sprowadza się do tego, że podatnicy nie muszą nawet obliczać swojej podstawy opodatkowania. Zasady te skierowane są do wszystkich spółek i dotyczą zarówno dochodów z działalności operacyjnej, jak i tych biernych (np. z odsetek).

Opublikowany właśnie projekt ustawy mającej wprowadzić te rozwiązania w Polsce od 1 stycznia 2021 r. niekoniecznie odzwierciedla te zasady, ze względu na liczne restrykcje, modyfikacje i zastrzeżenia.
Estoński CIT, formalnie nazywany w Projekcie ryczałtem od dochodów spółek kapitałowych („ryczałt”) na pierwszy rzut oka zapewnia podobne do estońskiego rozwiązanie. Ma ono sprawiać, że opodatkowaniu ryczałtem podlega dochód odpowiadający wysokości zysku netto, wypracowanego w okresie opodatkowania ryczałtem w części, w jakiej zysk ten został przeznaczony do wypłaty udziałowcom lub akcjonariuszom albo też został wykorzystany do pokrycia strat poniesionych przed wyborem opodatkowania ryczałtem. Dodatkowo opodatkowaniu podlegają tzw. ukryte zyski. Chodzi o różnego rodzaju świadczenia na rzecz udziałowców, wykorzystywane celem obejścia konieczności wypłaty dywidendy oraz – podobnie jak ma to miejsce w Estonii – wydatki niezwiązane z działalnością gospodarczą.
Do tego momentu sprawa prezentuje się całkiem nieźle.

Estoński CIT tylko dla wybranych

Schody zaczynają się jednak już niewiele dalej.
Po pierwsze, polska odmiana Estońskiego CIT – inaczej niż pierwowzór – nie jest dla wszystkich. Proponowany art. 28j Ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 865 ze zm.) („updop”) określa ścisłe warunki, które musi spełnić podatnik, aby móc skorzystać z dobrodziejstwa ryczałtu. I tak, z możliwości skorzystania z polskiej odmiany Estońskiego CIT, skorzystają wyłącznie spółki kapitałowe (sp. z o. o. oraz S.A.), które:

  1. w poprzednim roku podatkowym osiągnęły przychody nieprzekraczające 50 000 000 zł, z uwzględnieniem kwoty należnego podatku od towarów i usług;
  2. osiągają przychody bierne (pasywne) nieprzekraczające połowy ich przychodów;
  3. utrzymują średnie zatrudnienie wynoszące co najmniej trzech pracowników na umowie o pracę w przeliczeniu na pełne etaty (niebędących wspólnikami) przez 300 dni w roku (albo 82% roku podatkowego innego niż wynoszącego dwanaście miesięcy kalendarzowych);
  4. za udziałowców (akcjonariuszy) mają wyłącznie osoby fizyczne;
  5. nie posiadają udziałów akcji w kapitale innej spółki;
  6. zwiększą bezpośrednie nakłady na cele inwestycyjne (a konkretnie środki trwałe inne niż samochody osobowe) o co najmniej 15% w okresach dwuletnich albo o 33% w okresach czteroletnich względem poprzednich okresów;
  7. nie będą rozliczały się na podstawie Międzynarodowych Standardów Rachunkowości;
  8. złożą stosowne zawiadomienie o wyborze ryczałtu wedle specjalnego wzoru do końca pierwszego roku podatkowego, w którym zdecydują się na ryczałt.

Do tej długiej listy warunków należy jeszcze doliczyć bogaty katalog wyłączeń. Eliminuje on możliwość skorzystania z tych rozwiązań np. przez przedsiębiorców finansowych, podatników w stanie upadłości lub likwidacji, czy podatników utworzonych w wyniku połączenia lub podziału.

Dodatkowo, w Polsce estoński CIT będzie mógł być stosowany wyłącznie w okresach czteroletnich. Oznacza to, że po złożeniu wniosku, zasmakujemy Estonii co najmniej na cztery kolejne lata, przedłużanego każdorazowo o kolejne cztery, o ile podatnicy nie złożą w odpowiednim momencie informacji o rezygnacji z ryczałtu. W trakcie tych okresów zmiana formy opodatkowania będzie możliwa tylko za karę – na przykład z powodu niespełnienia wymogów inwestycyjnych czy przejścia na najwidoczniej nielubiane przez ustawodawcę MSR.

Jak więc widać, estońska idea korzystnego rozwiązania podatkowego dostępnego dla wszystkich bez znacznych różnic, w polskiej wersji doznaje istotnych ograniczeń. Oczywiście, można mówić, że zachętą kierowana jest do przedsiębiorstw najbardziej tego potrzebujących. Nie sposób pozbyć się wrażenia, że po raz kolejny polscy podatnicy, zamiast cieszyć się wsparciem, będą z kalkulatorem w ręku ze strachem obliczali, czy na pewno utrzymali odpowiednie poziomy procentowe i ilościowe. Nie taka chyba była idea.

Estoński CIT

Teoretycznie, po spełnieniu tych wyśrubowanych warunków i zawiadomieniu właściwego organu o wyborze ryczałtu jako formy opodatkowania, podatnicy będą mogli cieszyć się odroczeniem zapłaty podatku dochodowego od osób prawnych do momentu wypłaty zysków.

Podatek będzie wówczas płatny do 20 dnia siódmego miesiąca roku podatkowego. Jeżeli zwrócimy uwagę na to, że zgromadzenia wspólników i walne zgromadzenia akcjonariuszy decydujące o podziale zysku powinny się odbyć do końca szóstego miesiąca następnego roku podatkowego, data ta zdaje się nabierać więcej sensu. Podatnicy będą musieli zapłacić ryczałt do 20 dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym większość z nich dzieli zysk.
To jednak nie koniec zabawy.

Oprócz zysków przeznaczonych do wypłaty, opodatkowaniu ryczałtem będą podlegały również tzw. ukryte zyski oraz wydatki niezwiązane z działalnością gospodarczą.

Pod pojęciem ukrytych zysków, zgodnie z proponowanym art. 28m ust. 3 updop, kryją się rozmaite świadczenia, za których pośrednictwem, w ocenie naszego ustawodawcy udziałowcy (akcjonariusze) będą starali się wyprowadzić bokiem środki ze spółki do swoich kieszeni, aby nie musieć ich opodatkować. Na liście przykładowych ukrytych zysków znalazły się między innymi pożyczki na rzecz udziałowców, świadczenia na rzecz fundacji prywatnych lub rodzinnych (będziemy mieli fundacje prywatne! YAY!), zysk przeznaczony na podwyższenie kapitału zakładowego, darowizny, czy wydatki na reprezentację.
Co ciekawe, ukrytymi wydatkami nie będą wynagrodzenia wspólników (akcjonariuszy) ze stosunku pracy czy z działalności wykonywanej osobiście – wyłącznie jednak do wysokości pięciokrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. Wysokie wynagrodzenia wspólnika-pracownika będzie więc już podlegało opodatkowaniu na bieżąco.
Podatek od ukrytych zysków będzie płatny na bieżąco – do 20 dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym dokonano wydatku stanowiącego ukryty zysk.

Na tych samych zasadach na bieżąco będą opodatkowane dochody z tytułu wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą. Rozwiązanie takie przewiduje również prawdziwy Estoński CIT i stanowi ono pewien wentyl bezpieczeństwa. Obliguje on spółki do zapłaty podatku na bieżąco, jeżeli swoje środki będą wydatkować na cele niezwiązane z działalnością gospodarczą. Do takich celów estońska ustawa o podatku dochodowym (w tym miejscu pozwalająca sobie na pewną kazuistykę) zalicza między innymi: nabycie nieruchomości na cele inne niż związane z działalnością gospodarczą, wpisowe i opłaty członkowskie za uczestnictwo w organizacjach non-profit, grzywny i kary pieniężne, czy napiwki i… łapówki.
Rozwiązanie to polega na tym, że w momencie dokonania przez spółkę wydatku na cele niebiznesowe, będzie ona zmuszona zapłacić na bieżąco podatek obliczany od wartości takiego wydatku.
Niestety, polski ustawodawca nie zdecydował się na zawarcie w Projekcie podobnego katalogu. Znając podejście polskich organów podatkowych, stanie się to zarzewiem licznych sporów, np. czy zakup ze środków tabletu, na którym Prezes czasem obejrzy serial na Netflixie, nie będzie już obligował nas do zapłaty podatku? Szykujmy się na wysyp związanych z tym interpretacji indywidualnych.

Czy Estoński CIT będzie się opłacać?

Wysokość ryczałtu ukształtowana jest specyficznie i wynosić będzie 15% podstawy opodatkowania dla małych podatników. Przypomnijmy w tym miejscu, że przez “małych podatników” rozumiemy  tych, których przychody w poprzednim roku podatkowym nie przekroczyły równowartości € 2 000 000) i 25% podstawy opodatkowania dla pozostałych.
Choć stawka 25% przekracza nominalną stawkę podatku dochodowego od osób prawnych, to nie możemy zapominać, że w tym wypadku opodatkowaniu będzie podlegał zaledwie wycinek dochodów spółki – podstawą opodatkowania ryczałtem będzie między innymi wartość wypłaconych zysków czy suma dochodów z ukrytych zysków i wydatków niezwiązanych z działalnością. Dzięki temu, nawet pomimo 25% stawki podatku stosowanej do podatników innych niż mali, rozwiązanie to powinno być korzystne.
Polski ustawodawca nie byłby jednak sobą, gdyby nie przewidział dalszych modyfikacji, zmian i wyjątków, choć w tym wypadku na szczęście na korzyść podatnika. Otóż podatnicy dokonujący znacznych wydatków inwestycyjnych i zwiększający je o co najmniej 50% w okresie dwuletnim lub 110% w okresach czteroletnich, będą mogli liczyć na obniżenie wysokości podatku o kolejne 5 punktów procentowych.

Podsumowanie

Rozwiązanie to budzi mieszane uczucia. Z jednej strony polskim podatnikom na pewno przyda się kolejna zachęta inwestycyjna, a rozwiązanie stosowane w Estonii od 20 lat zdaje się sprawdzać. Z drugiej jednak, ze względu na liczne ograniczenia i wymogi, po raz kolejny polski ustawodawca utrudnia dostęp do tych korzystnych rozwiązań i limituje je zaledwie do wąskiej grupy odbiorców.
Estoński CIT miał przecież uatrakcyjnić procesy inwestycyjne, a nie zmuszać podatników do weryfikacji i kalkulacji tego, czy to wsparcie im przysługuje…

Pozostaje mieć nadzieję, że na etapie prac legislacyjnych ustawodawca zmieni swoje nastawienie i nie tylko otworzy to rozwiązanie dla nieograniczonej grupy odbiorców, ale również uprości zasady korzystania z niego.

Temat ten wydaje Ci się interesujący? Zastanawiasz się nad skorzystaniem z ryczałtu w swojej spółce? Chcesz zweryfikować, czy to rozwiązanie będzie dla Ciebie korzystne? Zapraszam do kontaktu!

Estoński CIT w Polsce, czyli o czym musimy wiedzieć

Brak podatku tak długo jak zysk zostanie w spółce. Zapowiedź wprowadzenia tzw. Estońskiego CIT od 2021 r. 

W dniu 18 czerwca 2020 r. zostały przedstawione na stronie podatki.gov założenia tzw. Estońskiego CIT. Według złożonych zapowiedzi:

  • w 2021 r. w Polsce zacznie obowiązywać estoński CIT;
  • Przedsiębiorcy, którzy będą przeznaczać środki na rozwój swojej działalności, nie zapłacą podatku CIT;
  • Według ustaleń Ministerstwa Finansów – z rozwiązania może skorzystać ok. 200 tys. spółek kapitałowych w Polsce;
  • Ten nowoczesny sposób opodatkowania zapewni maksymalną promocję inwestycji i minimum formalności przy rozliczeniu podatków.
  • Wzmocni innowacyjność rodzimego biznesu, przyczyni się do szybszego rozwoju firm, zwiększy ich płynność finansową i produktywność – zasili polską gospodarkę.

Nowa forma rozliczania podatku CIT ma również uprościć rachunkowość podatkową, wyeliminować potrzebę składania deklaracji podatkowych, a także pomóc w wyeliminowaniu optymalizacji podatkowej.

Kto będzie mógł skorzystać z założeń tzw. estońskiego CIT od 2021 r. ?

Spółki kapitałowe, które będą mogły skorzystać z tejże preferencji to małe i średnie spółki kapitałowe (spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i akcyjne), których przychody nie przekraczają 50 mln zł. W tych spółkach udziałowcami muszą być wyłącznie osoby fizyczne. Oznacza to, że może z niego skorzystać zdecydowana większość polskich podatników CIT (ok. 200 tys. firm), w których inwestor jest blisko spółki, a struktura firmy jest transparentna i prosta.
Ponadto, zgodnie z przedstawionymi założeniami – z tzw. estońskiego CIT będą mogły skorzystać spółki:

  • które nie posiadają udziałów w innych podmiotach,
  • które zatrudniają co najmniej 3 pracowników – oprócz udziałowców,
  • których przychody pasywne nie przewyższają przychodów z działalności operacyjnej,
  • które wykazują nakłady inwestycyjne.
  • Wszystkie te kryteria muszą być spełnione jednocześnie.

Jak wskazał Minister Finansów Tadeusz Kościński – system estoński jest rozwiązaniem stymulującym rozwój i innowacyjność, tak potrzebnym teraz w walce z kryzysem. Priorytetem rządu jest pomoc przedsiębiorcom, wsparcie ich w powrocie na ścieżkę wzrostu. Estoński CIT to też kolejne rozwiązanie, które przyczyni się do rozwoju innowacyjności polskiego biznesu. Zatrzymanie zysków w spółce to jeden ze sposobów na zwiększenie płynności finansowej firm i zabezpieczenie się ich przed kryzysami.

Jednym z rozwiązań w ramach tzw. estońskiego CIT ma być zniesienie obowiązku kalkulacji co jest kosztem uzyskania przychodu, obliczania odpisów amortyzacyjnych, stosowanie podatku minimalnego.
Podatnik będzie mógł wybrać tzw. system estoński na okres 4 lat i będzie mógł go przedłużyć na kolejne 4-letnie okresy. Przedłużenie jest możliwe, jeśli w ostatnim, czwartym roku korzystania z rozwiązania, przedsiębiorca wciąż spełnia kryteria. Przekroczenie przez przedsiębiorcę progu 50 mln zł w trakcie 4-letniego okresu nie wyklucza go z systemu estońskiego.
Wskazać należy, iż założenia programu są bardzo obiecujące dla podatników CIT. Wprowadzone rozwiązanie pozwoli między innymi na zachowanie przez spółki większej odporności na dekoniunkturę, a także zwiększenie zdolności inwestycyjnej i produktywności. Pozostaje poczekać czy przedmiotowe regulacje zostaną uchwalone i wejdą w życie w takim zakresie jak w zapowiedziach Ministerstwa Finansów.

Więcej informacji: https://www.podatki.gov.pl/cit/wyjasnienia/rewolucja-w-podatkach-firm-czyli-estonski-cit/

Niewielu odliczy cały VAT od aut

Nie ma co liczyć na pobłażliwość fiskusa w sprawie VAT od aut — tak doradcy podatkowi interpretują wyjaśnienia resortu finansów – czytamy na łamach „Pulsu Biznesu”.

W artykule m.in. komentarze ekspertów GRUPY Leader: Artura Hofmana, doradcy podatkowego oraz Bartosza Kubisty, konsultanta podatkowego.

Źródło: „Puls Biznesu” z 6 maja 2014 r., autor: Iwona Jackowska

Nie ma co liczyć na pobłażliwość fiskusa w sprawie VAT od aut

Przedruki artykułu Iwony Jackowskiej z „Pulsu Biznesu” poświęconego nowym przepisom dotyczącym rozliczania podatku od towarów i usług (VAT) od wydatków związanych z samochodami z wypowiedzią ekspertów GRUPY Leader Artura Hofmana i Bartosza Kubisty ukazały się w dwóch portalach motoryzacyjnych.

Cytują go: Portal Polskiej Izby Motoryzacji oraz Dealerski Przegląd Prasy miesięcznika „Dealer”.

Copyright GLC

Strategia, realizacja, wsparcie Tomczak | Stanisławski