Jeszcze kilka lat temu emocje w pracy traktowano trochę jak wyciek z instalacji. Niby wiadomo, że jest, ale najlepiej, żeby nikt go specjalnie nie zauważał. Pojęcie profesjonalizmu sprowadzało się do chłodnego dystansu, pokerowej twarzy i enigmatycznego hasła „zostaw problemy prywatne za drzwiami biura”.
Równolegle rozwijała się popularna koncepcja „Bring your whole self to work”. Hasło pojawiało się w komunikacji największych firm technologicznych, w narracjach DEI, w employer brandingu i raportach o zaangażowaniu pracowników. Miało oznaczać bardziej ludzkie miejsce pracy, w którym nie trzeba zakładać maski zawodowej wersji siebie.
Ale między jednym, a drugim nurtem jest cała piękna gama szarości.
Wszyscy intuicyjnie wiemy, że największe sukcesy drużyn bardzo rzadko wynikają wyłącznie z „wartości rynkowej zespołu”. Często zaczynają się dopiero tam, gdzie kończą się możliwości ujęcia czysto tabelarycznego.
Co w takim razie stanowi realną wartość zespołów i decyduje o ich efektywności?
Z perspektywy zarządzania zespołami i relacji z klientami będę konsekwentnie utrzymywać, że człowieczeństwo to nie zobowiązanie, ale solidne aktywo. Czasem wręcz przewaga konkurencyjna.
Oczywiście nie chodzi o oversharing, ani grupową terapię. Ale pomiędzy emocjonalnym murem a ekshibicjonizmem jest jeszcze bardzo duża przestrzeń na zwykłą ludzką relację.
Wiedza o talentach, mocnych stronach i kompetencjach jest kluczowa dla skutecznego zarządzania. Dużo łatwiej jest motywować ludzi, kiedy zna się choć trochę ich system wartości. Jednych napędza autonomia, innych bezpieczeństwo, jeszcze innych poczucie wpływu albo zwykłe docenienie pracy. Ludzie nie angażują się tam, gdzie czują się wyłącznie zasobem do optymalizacji rentowności. Tego nie wyczyta się z CV ani z okresowej oceny kompetencji.
Jako że obszar finansów jest moim naturalnym środowiskiem, pozwolę sobie na branżową paralelę 😊
Jedną z nadrzędnych zasad rachunkowości jest zasada istotności. W uproszczeniu, księgi rachunkowe powinny zawierać wszystkie zdarzenia gospodarcze, które wpływają w istotny sposób na ocenę sytuacji finansowej jednostki.
Jednocześnie w biznesie często za nieistotne uznajemy relacje, emocje, atmosferę czy jakość komunikacji, mimo, że mają gigantyczny wpływ na wynik finansowy organizacji. Przecież jeden toksyczny manager potrafi mieć większy wpływ na wynik finansowy niż błędny forecast.
Biznes lubi liczby. W rachunkowości profesjonalnego sportu zawodnik jest aktywem trwałym. Klub amortyzuje jego wartość przez okres kontraktu, analizuje potencjalną utratę wartości i kalkuluje potencjalne korzyści ekonomiczne.
Są firmy, które świetnie inwestują w kompetencje, ale regularnie amortyzują ludzi tempem wypalenia zawodowego.
Nie ma sensu romantyzować miejsca pracy, ale warto mieć uważność na jego napięcia.
Organizacje nie potrzebują ani emocjonalnych masek, ani emocjonalnego chaosu. Chodzi raczej o budowanie dojrzałości w rozumieniu tego, co, kiedy i komu wnosimy do wspólnej przestrzeni. Zaakceptowanie i docenienie pierwiastka ludzkiego przy jednoczesnym zachowaniu dojrzałego profesjonalizmu, rozumianego jako tworzenie przestrzeni współpracy, a nie niekontrolowana ekspozycja pełnego wachlarza stanów emocjonalnych. Profesjonalizm istnieje właśnie po to, żeby nie wszystko stawało się osobiste.