„The Room Where It Happens”, czyli czy tradycyjna komunikacja w biznesie naprawdę odchodzi do lamusa?

Na przestrzeni ostatnich miesięcy uwaga dużej części przedstawicieli naszej branży skupiona była na kilku głównych hasłach, tj. „KSeF”, „JPK_CIT” i „zamknięcia roku”. Ustawodawca niewątpliwie dba o nasz rozwój merytoryczny i potocznie zwane kompetencje twarde.

Moje zainteresowanie jednak wzbudziło też to, co w tle.

Obserwując ostatnie miesiące, coraz częściej dochodzę do wniosku, że nie tyle zmieniamy sposób komunikacji, co redefiniujemy jej sens.

Mail stał się domyślnym narzędziem. Jest szybki, skalowalny i, co wydaje się kluczowe, daje poczucie bezpieczeństwa. Zostawia ślad, a w rezultacie ogranicza ryzyko i porządkuje ustalenia. Coraz więcej decyzji próbujemy przenieść do maila, tworząc dowody na wypadek sporu.

Efektywność stała się kluczowym filtrem. Ale efektywność ma też swoją cenę.

Mail, mimo wszystkich zalet, nie jest dialogiem. Jest co najwyżej strukturą wymiany informacji, która eliminuje kontekst: ton głosu, tempo wypowiedzi, emocje. A czy to właśnie nie te elementy często decydują o rzeczywistym zrozumieniu?

Przecież biznes to nie tylko procesy. To ludzie – działający również w określonym kontekście i z własnymi ograniczeniami, których nie da się zapisać w procedurze. Nawet najbardziej merytoryczny specjalista nie jest algorytmem.

Dodatkowym wyzwaniem jest rosnąca międzynarodowość biznesu. Różnice kulturowe w komunikacji są realne. W niektórych kulturach relacja i rozmowa są fundamentem współpracy, w innych liczy się przede wszystkim konkret i twarde fakty – najlepiej zaprezentowane liczbowo i na minimalnej ilości slajdów. Zrozumienie tej różnicy staje się przewagą konkurencyjną.

Zespoły budujące relacje oparte na zaufaniu osiągają wyraźnie lepsze wyniki i szybciej rozwiązują konflikty. A zaufanie powstaje przede wszystkim w bezpośredniej interakcji. To właśnie bezpośrednia komunikacja daje przestrzeń na wyjaśnienie nie tylko „co”, ale też „dlaczego”.

Nie oznacza to oczywiście, że każde zagadnienie wymaga spotkania. Wręcz przeciwnie. Brak umiejętności selekcji prowadzi do przepalania czasu – zjawiska, którego zapewne wszyscy mieliśmy okazję doświadczyć, a jedną z kluczowych kompetencji staje się dziś umiejętność wyboru kiedy potrzebujemy rozmowy, a kiedy wystarczy forma pisemna. Granica wcale nie jest oczywista.

Jakie kryteria powinno spełniać spotkanie wnoszące wartość? Kiedy odmówienie udziału w spotkaniu jest oznaką asertywności i dojrzałości, a kiedy zaczyna być odbierane jako brak otwartości? I wreszcie – jak podejmować te decyzje, mając z tyłu głowy budżet, efektywność i rosnącą presję czasu?

Może właściwa odpowiedź nie leży w wyborze jednego modelu?

Może właściwym kierunkiem jest model hybrydowy:

  • rozmowa – tam, gdzie potrzebne jest zrozumienie i kontekst,
  • mail – tam, gdzie niezbędne jest potwierdzenia ustaleń i uporządkowanie decyzji.

Wyślij prośbę o kontakt

Osoba z naszego zespołu skontaktuje się z Tobą!

    Powiązane wpisy

    branża automotive kryzys

    Branża motoryzacyjna odpowiada aż za 8% naszego PKB. Jak jej kryzys wpłynie na gospodarkę?

    Jedna osoba, jedno stanowisko, ogromna odpowiedzialność. Tak zazwyczaj wygląda klasyczny model pracy głównej księgowej w wielu firmach. Warto jednak zadać...

    Kiedy firma potrzebuje nadzoru księgowego? Wyjaśniamy krok po kroku na czym polega usługa nadzoru księgowego.

    Jedna osoba, jedno stanowisko, ogromna odpowiedzialność. Tak zazwyczaj wygląda klasyczny model pracy głównej księgowej w wielu firmach. Warto jednak zadać...

    Księgowy w erze AI – od ewidencji do partnerstwa biznesowego

    Oczekiwania wobec zespołów księgowych wyraźnie się zmieniły w ostatnich latach. Z moich obserwacji wynika, że w obszarze outsourcingu finansowo-księgowego mamy...