Miałam ostatnio okazję przygotowywać budżet dla jednego z naszych Klientów i w tym roku było nam szczególnie trudno. Poziom niepewności na rynkach jest tak ogromny, że ciężko przewidzieć, jak będą się kształtowały dane finansowe w przyszłym roku.
Do budżetowania niestety często podchodzi się po macoszemu. Pracujemy według ogólnych założeń „a potem się zobaczy”. Ale co jeśli spółka jest w trakcie podejmowania poważnych decyzji finansowych? Nadchodzi jesień. Niedługo firmy zaczną się blisko przyglądać swoim finansom, planować przyszłe inwestycje, rozważać, czy stać je będzie na podwyżki, jakie kroki podjąć w celu zapewnienia finansowania itd. Wkraczamy w okres strategiczny z punktu widzenia przedsiębiorcy. I tutaj tkwi sedno. Budżet przestaje być wyłącznie prognozą. Staje się punktem wyjścia do podejmowania decyzji strategicznych.
O ile prognozy wysokości obrotów mogą opierać się o deklarowane przez klientów wartości przyszłych zamówień, o tyle planowanie kosztów w obecnych warunkach geopolitycznych jest już bardzo trudne. Weźmy ceny paliwa. Konflikty na Bliskim Wschodzie wcale prognoz nie ułatwiają. Każda decyzja, każdy atak na infrastrukturę energetyczną, każda blokada czy zmiana reżimu wpływają na cenę baryłki ropy. Zależność nie jest prosta, bo aspekt psychologiczny traderów ma równie duże znaczenie co samo konkretne wydarzenie. W praktyce zbombardowanie danej rafinerii nie prowadzi do wzrostu ceny na podstawie ograniczenia zasobów dostępnego surowca. Ważne jest jeszcze to, czego inwestorzy spodziewają się dalej. Przykładowo, jeśli istnieje ryzyko ograniczenia eksportu ropy, traderzy zaczynają kupować kontrakty terminowe jeszcze przed wystąpieniem faktycznych problemów z dostawami. W rezultacie baryłka ropy może zdrożeć w ciągu kilku dni lub nawet godzin! Jak realnie wyestymować ludzkie oczekiwania i pokazać to na liczbach? Nie da się.
Czym można się posiłkować? Na dzień dzisiejszy najbardziej wiarygodne publiczne prognozy pochodzą od U.S. Energy Information Administration (EIA). Według ich przewidywań globalna podaż ropy w 2026 i 2027 r. ma przewyższać popyt, co powinno wywierać presję na spadek cen ropy. EIA prognozowała spadek średniej ceny ropy z ok. 69 USD za baryłkę w 2025 r. do 58 USD w 2026 r. i 53 USD w 2027 r. W teorii oznaczałoby to relatywnie niskie ceny paliw z jednym zastrzeżeniem: eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie. I wracamy do punktu wyjścia…
Co gorsza koszt paliwa przekłada się w zasadzie na wszystkie inne koszty. W pierwszej kolejności oczywiście na koszty transportu. O ile można dosyć bezpiecznie założyć, że wzrost ceny paliwa wprost proporcjonalnie przełoży się na cenę usług transportowych, bo presja przewoźników do przerzucenia kosztów na odbiorców ich usług będzie duża i prawdopodobnie wszystkie takie firmy zachowają się podobnie, o tyle wzrosty cen towarów przewożonych już niekoniecznie.
Podobnie ma się sytuacja ze stopami procentowymi. Jeśli ropa drożeje, rosną koszty transportu, energii i produkcji, inflacja przyspiesza. Banki Centralne mogą zadecydować o podwyżce stóp. Tu mechanizm jest bardziej złożony. Wysokie stopy procentowe oznaczają oczywiście wzrost kosztów zewnętrznego finansowania. To również powinno być rozważone w trakcie budżetowania. I znowu pojawia się nam bardzo konkretne pytanie: czy i o ile podnieść zakładane przyszłe koszty odsetek?
Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak przy założeniach dotyczących kursu waluty. W normalnych warunkach podniesienie stóp procentowych przez NBP prowadzi do umocnienia złotówki, ponieważ z reguły oznacza wzrost popytu inwestorów na instrumenty finansowe w Polsce. Mocna złotówka obniża z kolei koszty importowanych towarów (w tym paliwa) a zatem działa niejako pod prąd mechanizmom opisywanym wyżej. Niestety nie wychodzimy na zero w takich warunkach. Ponownie nie jesteśmy w stanie przewidzieć zachowań traderów ani ich skali. Tym bardziej, że na decyzje inwestorów wpływ mają również inne czynniki, np. wojna na Ukrainie. Przy dużej skali niepewności złotówka mimo podniesienia stóp procentowych się nie umocni, czyli mamy droższe paliwo, droższe kredyty i słabszą złotówkę. I znowu wracamy do punktu wyjścia…
I tutaj już wchodzimy w obszar magiczny: różnice kursowe… Jeśli przedsiębiorstwo dokonuje sprzedaży w walucie a terminy płatności są odległe, prawdopodobnie przy silnej złotówce będą powstawać ujemne różnice kursowe (koszt). Słaba złotówka w takiej sytuacji będzie generowała z kolei zysk na różnicach kursowych. Wydaje się nieistotne? Spółka z 180-dniowym terminem płatności może mieć jednocześnie kilka milionów EUR należności oczekujących na zapłatę. W takiej sytuacji nawet zmiana kursu o 20-30 groszy może oznaczać setki tysięcy złotych różnic kursowych. Jeśli natomiast w spółce przeważają zakupy w walucie sytuacja jest odwrotna. Podczas budżetowania należy przeanalizować i stronę sprzedażową i zakupową, terminy płatności, ściągalność należności itd.
Niestety problem się powtarza. Jak oszacować potencjalną zmianę kursu waluty na przestrzeni całego roku? Obecnie ekonomiści największych polskich banków wciąż spierają się o prognozy dot. kursu złotówki na przyszły rok wskazując na ryzyko związane z sytuacją na Bliskim Wschodzie.
Dyrektor Finansowy nie ma zatem wiarygodnego źródła, na którym mógłby się oprzeć. Musi za to opracować budżet. Pamiętajmy, że na jego podstawie będą podejmowane decyzje, ale nie tylko… Rzeczywiste wyniki spółki w kolejnym roku finansowym będą porównywane do założeń budżetowych a odchylenia pomiędzy nimi będą rodzić pytania. Jeśli będą wysokie prędzej czy później pojawi się pytanie: „dlaczego przekraczamy budżet?” albo „czy budżet został sporządzony możliwie rzetelnie?”. Poważne podejście do tematu jest zatem również kwestią odpowiedzialności. Być może warto zatem przygotować kilka wersji: pesymistyczną, neutralną i optymistyczną? Moim zdaniem w obecnych realiach nie ma sensu tworzyć jednego budżetu. Znacznie ważniejsze jest przygotowanie kilku wariantów oraz określenie punktów granicznych, które wymuszą zmianę założeń.
Jestem menedżerem działu księgowości, związanym z branżą od kilkunastu lat. Moja praca to nie tylko nadzór nad operacjami finansowymi, ale także aktywny udział w kształtowaniu strategii firmy, ofertowaniu oraz zarządzaniu kapitałem ludzkim. Zawsze stawiam na rozwój zespołu, oferując wsparcie merytoryczne i tworząc sprzyjające warunki do efektywnej pracy.
Kieruję się podejściem nastawionym na współpracę z klientami, opracowując dla nich najbardziej optymalne rozwiązania finansowe. Pomagam klientom osiągać ich cele, dbając o przejrzystość i zgodność finansową oraz proponując nowoczesne rozwiązania i biorąc udział w ich wdrożeniu.