fbpx
+48 32 479 10 50

citing.TAX, czyli z przekąsem o podatkach. #2 Slim VAT, czyli jak upraszczać, żeby zabrać (cz. 2).

Niestety, rewolucyjne zmiany prezentowane w ramach pakietu Slim VAT nie zagrzały na długo miejsca w  dyskursie na temat zmian podatkowych, przyćmione przez propozycję opodatkowania spółek komandytowych podatkiem CIT (z tą próbą „uszczęśliwienia” polskich przedsiębiorców zajmę się następnym razem, obiecuję). Kto by pomyślał, że markowane i prowizoryczne zmiany przegrają walkę o czas antenowy z najbardziej kontrowersyjnym pomysłem ostatnich lat?

Obiecałem jednak, że rozprawię się jeszcze z kilkoma rozwiązaniami oferowanymi w ramach tego słynnego pakietu i słowa niniejszym dotrzymałem.
Ponownie – wszystkie cytaty z Ministerstwa Finansów zaczerpnięto z publikacji SLIM VAT – uproszczenie i unowocześnienie rozliczeń VAT.

Prawo do odliczenia refakturowanych noclegów, czyli w  poszukiwaniu normalności

Ministerstwo Finansów chwali się, że w ramach zapełnienia kieszeni przedsiębiorców wprowadzi możliwość odliczania VAT z faktur za nabycie usług noclegowych w celu ich odsprzedaży. Zdaniem Ministerstwa, „zmiana jest odpowiedzią na potrzeby rynku. Oznacza likwidację zakazu odliczenia dla podatników nabywających takie usługi w celu ich odsprzedaży”.
Faktycznie, przepisy na aktualnie stoją na przeszkodzie odliczenia podatku VAT z tytułu nabytych usług noclegowych. Patrząc na treść przepisu, który odnosi się do nabywania usług noclegowych jako takich, można zatem faktycznie odnieść wrażenie, że dotyczy to również nabywania przez podatników w celu ich późniejszej odsprzedaży. Stanowisko to jest rzecz jasna popierane przez organy podatkowe.

Oczywiście – jeśli spojrzeć na sprawę logicznie, wykładnia taka przy refakturach pozbawiona jest sensu. Podatnik kupuje usługę noclegową, z której de facto nie korzysta (nie odliczając podatku naliczonego), po czym odsprzedaje ją na rzecz innego podatnika faktycznie korzystającego z noclegu… i płaci z tego tytułu podatek VAT. Podatnik refakturujący jest zatem dwa razy stratny (nie odlicza podatku od zakupu usługi, za to płaci VAT od jej odsprzedaży), zaś fiskus bogaci się dwa razy na tym samym noclegu.
Na razie wydaje się więc, że taka zmiana rzeczywiście „odpowiada na potrzeby rynku” i zmierza do zapewniania racjonalności w przepisach. Mógłbym się nawet z tym zgodzić… tyle tylko, że już dawno temu orzecznictwo Sądów Administracyjnych potwierdziło możliwość odliczenia podatku w takich przypadkach.

Spójrzmy np. na Wyrok NSA z dnia 25 kwietnia 2017 r., sygn. akt I FSK 1637/15, w którym Sąd wprost stwierdził, że „zakaz odliczenia VAT od nabywanych przez podatnika usług noclegowych i gastronomicznych (art. 88 ust. 1 pkt 4 u.p.t.u.) nie może dotyczyć tych podatników, którzy nabywają te usługi w celu ich odsprzedaży konsumentom lub innym podatnikom, gdyż w takim przypadku poniesione na nie wydatki są w ścisłym związku z działalnością gospodarczą takiego podatnika”. Z podobnymi poglądami można spotkać się również w przypadku nabycia usług gastronomicznych, gdzie ten sam przepis stoi również na przeszkodzie ich odliczenia.

Organy podatkowe nie poddały się jednak. Wiatru w żagle nabrały po Wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 2 maja 2019 r. w sprawie C-225/18 Grupa Lotos S.A. przeciwko Ministrowi Finansów. TS UE potwierdził w nim co prawda, że niezgodne z prawem UE są regulacje krajowe, w których podatnik świadczący usługi turystyki jest pozbawiony prawa do odliczenia VAT naliczonego od nabycia usług noclegowych i gastronomicznych, które podatnik ten refakturuje na rzecz innych podatników w ramach świadczenia usług turystyki. Wskazał jednak, że zgodne z prawem UE są regulacje krajowe, wprowadzone przed przystąpieniem danego państwa członkowskiego do Unii i utrzymane po tym przystąpieniu, które pozbawiają prawa do odliczenia VAT naliczonego podmioty inne niż wskazane w pkt 1 powyżej.

Organy podatkowe przetłumaczyły to oczywiście w ten sposób, że wszędzie tam, gdzie w stanie faktycznym nie pojawiało się słowo turystyka, odliczenie podatku naliczonego od usług noclegowych nabywanych w celu odsprzedaży nie pozwalało na ich odliczenie.
W efekcie, zmiany wprowadzane w ramach Slim VAT nie tyle odpowiadają na potrzeby biznesu, co odwracają irracjonalną i skrajnie pro-fiskalną wykładnię organów podatkowych, które za wszelką cenę chciały zatrzymać VAT dwa razy od tego samego noclegu.

Szkoda tylko, że zamiast rozwiązań systemowych, dotyczących wszystkich potencjalnych przypadków (co szkodziło ustawodawcy dodać regulację potwierdzającą możliwość odliczenia podatku naliczonego od zakupu usług refakturowanych – o tym później). W to miejsce otrzymamy kazuistyczną regulację dotyczącą wyłącznie usług noclegowych.
I gwarantuję, że chwilę potem pojawi się podobny problem z usługami gastronomicznymi. Organy podatkowe znowu przyjmą defensywną postawę, a zdanie: „gdyby ustawodawca chciał, aby podobne zasady dotyczyły zarówno usług noclegowych, jak i gastronomicznych, przewidziałby to pewnie wprost w  treści przepisów” będzie ich koronnym argumentem.

Poprawa jakości darmowych długopisów

Komu z nas nie zdarzyło się zakląć, gdy darmowy długopis otrzymany w trakcie targów lub konferencji rozpadł się po pięciu minutach używania, niech pierwszy rzuci jego (kiepskiej jakości) sprężynką. Prawda jest taka, że darmowe długopisy rozpadają się na potęgę, a przyczyn tego stanu rzeczy należy poszukiwać też w ustawie o VAT.
Dziś, podatnik, który kupi całą masę „prezentów o małej wartości” (np. długopisów, smyczy na klucze, etc.), w celu ich późniejszego rozdania za darmo, nie będzie musiał opodatkować ich nieodpłatnej dostawy, jeżeli wartość takich prezentów nie przekracza 10 zł, lub w sytuacji, w której w ciągu roku rozda jednej osobie prezenty o łącznej wartości nieprzekraczającej w roku podatkowym kwoty 100 zł – pod warunkiem prowadzenia ewidencji pozwalającą na ustalenie tożsamości tych osób.
Zważywszy, że na targach nie przywykliśmy do tego, żeby ścigano nas o podpis, bo chcieliśmy poczęstować się długopisem lub czekoladką, większość wystawców decydowała się na zakup prezentów o wartości mieszczącej się w limicie 10 zł. Nie dziwi więc, że smyczki urywały nam się jeszcze przed zawieszeniem na nich kluczy, długopisy wypisywały się po dziesięciu minutach, a darmowe krówki… cóż, lepiej nie mówić.

Ustawodawca – odpowiadając na kluczowe potrzeby biznesu proponuje w ramach Slim VAT zwiększenie kwoty dla jednorazowych prezentów o małej wartości z 10 zł… do 20 zł. Ponoć czyniąc to „przybliżamy limit jednorazowych prezentów (bez zbędnych obowiązków formalnych) w Polsce do średniej UE wartości wprost przypisanych prezentom”.
Nic, tylko przyklasnąć. Może teraz nareszcie długopis dożyje chociaż do końca wykładu?
Zastanówmy się tylko – czy na pewno nie mamy w VAT poważniejszych problemów?

Śpieszmy się kochać WIS, tak szybko się dezaktualizują

Jedną z niewielu pozytywnych zmian w podatku od towarów i usług, która naprawdę została oceniona przez podatników jako przydatna i potrzebna, były Wiążące Informacje Stawkowe („WIS”). Określenie prawidłowej stawki na sprzedawane towary i usługi to wciąż bolączka wielu podatników. Sytuacji nie ułatwiła na pewno nowa matryca stawek VAT, która wywróciła stawki do góry nogami, wprawiając w konsternację kolejnych z  nich.

Instytucja WIS pozwala podatnikom na zwrócenie się do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej o wiążącą (przynajmniej od niedawna) odpowiedź co do tego, jak kwalifikować dany towar lub usługę na gruncie VAT i  w konsekwencji jaką stawkę do nich stosować. Nie dziwi więc, że Wiążące Informacje Stawkowe szybko zyskały zwolenników.
Dotychczas podatnik, który legitymował się decyzją w zakresie WIS, mógł robić to do momentu jej uchylenia lub zmiany.
I było nam chyba z tym za dobrze, bowiem w ramach „ułatwiania życia podatnikom” nasz ustawodawca postanowił skrócić okres obowiązywania WIS do trzech lat.

Przewiduje to projektowany art. 42ha (ha!) uVAT, zgodnie z którym WIS oraz decyzje Szefa Krajowej Administracji Skarbowej i Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej o zmianie WIS będą ważne przez okres 3  lat od dnia ich wydania.
Po tym okresie – jak należy mniemać – przedsiębiorcy zainteresowani ochroną będą zobowiązani ponownie wystąpić o WIS (i ponownie pokryć koszty postępowania w tym zakresie), choćby nie zmieniły się przepisy ani interpretacja przepisów.

Co więcej – zgodnie z proponowanym art. 45ca uVAT, Dyrektor KIS będzie mógł odmówić wydania WIS podatnikowi, jeżeli wystąpienie o nią będzie stanowić element czynności związanej z nadużyciem prawa w  VAT. To znany wytrych powszechnie wykorzystywany już przez organy podatkowe w przypadku interpretacji indywidualnych. Tam organy odmawiają wydawania interpretacji, zasłaniając się tym, że opisywane w nich zagadnienia będą mogły służyć uchylania się od opodatkowania.

Podobnie pewnie będzie w tym przypadku. Biedny sprzedawca hot-doga (które wedle miejskiej legendy można opodatkować na kilkanaście różnych sposobów) będzie pewnie musiał poradzić sobie bez WIS, bowiem jego dążenie do odkrycia prawidłowej stawki na musztardę sarepską będzie wynikiem szeroko zakrojonego spisku wymierzonego w fiskusa.
Wiwat zwiększanie pewności prawa w ramach ułatwień dla przedsiębiorców!

Wydłużenie okresu na odliczenie podatku naliczonego

No dobrze, żeby nie było, że potrafię tylko narzekać – na zakończenie czas na coś pozytywnego. Slim VAT w  zamierzeniu ma wydłużyć prawo do odliczenia o jeden miesiąc przy rozliczeniach miesięcznych.
W efekcie podatnicy będą mieli ująć fakturę zakupową i odliczyć od niej podatek VAT w ciągu czterech (a  nie jak obecnie trzech) miesięcy bez konieczności korygowania deklaracji.

Ta propozycja ma w moim sercu miejsce szczególne, bowiem idealnie trafia w moje potrzeby. Nagminnie gubię faktury ze stacji benzynowych, by potem odnaleźć je przy czyszczeniu zawartości portfela.
W tym zakresie Slim VAT pozwoli mi rzadziej robić porządki w portfelu, za co bardzo dziękuję.
Oby tak dalej!

Jeżeli macie Państwo jakiekolwiek pytania odnośnie slim VAT albo chcielibyście Państwo przygotować się z wyprzedzeniem na zmiany i dostosować swoje procedury wewnętrzne do wymogów nowelizacji – zapraszam do kontaktu.

citing.TAX, czyli z przekąsem o podatkach

Nie udało nam się za bardzo z drugą Irlandią, więc teraz przyszedł czas na drugą Estonię. 12 sierpnia 2020 r. na stronie internetowej Rządowego Centrum Legislacji opublikowano  projekt Ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw („Projekt”). Ma on wprowadzać w Polsce tzw. Estoński CIT.

Niestety, pomiędzy wzorcowym rozwiązaniem obowiązującym w Estonii a polską wariacją tego rozwiązania, jest mniej więcej tyle wspólnego, ile pomiędzy naszymi językami.

Na czym polega Estoński CIT i jego polski odpowiednik?

Ministerstwo Finansów promuje Estoński CIT jako nowoczesny (choć w Estonii obowiązujący już od około dwudziestu lat) sposób opodatkowania spółek kapitałowych. W założeniu ma on wspierać inwestycje i minimalizować formalności.
Jak sama nazwa wskazuje, rozwiązanie to wywodzi się z Estonii. Sprowadza się do tego, że estońscy podatnicy podatku dochodowego od osób prawnych są zobligowani do jego zapłaty dopiero w momencie dystrybucji dochodu spółki, czyli mówiąc po polsku – w momencie wypłaty dywidendy. Dzięki temu tak długo, jak spółka estońska zatrzymuje środki i reinwestuje je, zamiast wypłacić dywidendę udziałowcom – tak długo nie podlega opodatkowaniu CIT. Podatek ten regulowany jest dopiero w dacie wypłaty dywidend w stawce 20%. W praktyce oznacza to, że z każdych 100 zł przeznaczanych na dywidendę, wypłacie na rzecz wspólników podlega tylko 80 zł. Resztę zaś wykorzystuje się do opłacenia podatku dochodowego od osób prawnych.
I już. Tyle.

Za maksymalnym uproszczeniem zasad opodatkowania podąża tam również maksymalne uproszczenie ewidencji do celów podatkowych. Ono również sprowadza się do tego, że podatnicy nie muszą nawet obliczać swojej podstawy opodatkowania. Zasady te skierowane są do wszystkich spółek i dotyczą zarówno dochodów z działalności operacyjnej, jak i tych biernych (np. z odsetek).

Opublikowany właśnie projekt ustawy mającej wprowadzić te rozwiązania w Polsce od 1 stycznia 2021 r. niekoniecznie odzwierciedla te zasady, ze względu na liczne restrykcje, modyfikacje i zastrzeżenia.
Estoński CIT, formalnie nazywany w Projekcie ryczałtem od dochodów spółek kapitałowych („ryczałt”) na pierwszy rzut oka zapewnia podobne do estońskiego rozwiązanie. Ma ono sprawiać, że opodatkowaniu ryczałtem podlega dochód odpowiadający wysokości zysku netto, wypracowanego w okresie opodatkowania ryczałtem w części, w jakiej zysk ten został przeznaczony do wypłaty udziałowcom lub akcjonariuszom albo też został wykorzystany do pokrycia strat poniesionych przed wyborem opodatkowania ryczałtem. Dodatkowo opodatkowaniu podlegają tzw. ukryte zyski. Chodzi o różnego rodzaju świadczenia na rzecz udziałowców, wykorzystywane celem obejścia konieczności wypłaty dywidendy oraz – podobnie jak ma to miejsce w Estonii – wydatki niezwiązane z działalnością gospodarczą.
Do tego momentu sprawa prezentuje się całkiem nieźle.

Estoński CIT tylko dla wybranych

Schody zaczynają się jednak już niewiele dalej.
Po pierwsze, polska odmiana Estońskiego CIT – inaczej niż pierwowzór – nie jest dla wszystkich. Proponowany art. 28j Ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 865 ze zm.) („updop”) określa ścisłe warunki, które musi spełnić podatnik, aby móc skorzystać z dobrodziejstwa ryczałtu. I tak, z możliwości skorzystania z polskiej odmiany Estońskiego CIT, skorzystają wyłącznie spółki kapitałowe (sp. z o. o. oraz S.A.), które:

  1. w poprzednim roku podatkowym osiągnęły przychody nieprzekraczające 50 000 000 zł, z uwzględnieniem kwoty należnego podatku od towarów i usług;
  2. osiągają przychody bierne (pasywne) nieprzekraczające połowy ich przychodów;
  3. utrzymują średnie zatrudnienie wynoszące co najmniej trzech pracowników na umowie o pracę w przeliczeniu na pełne etaty (niebędących wspólnikami) przez 300 dni w roku (albo 82% roku podatkowego innego niż wynoszącego dwanaście miesięcy kalendarzowych);
  4. za udziałowców (akcjonariuszy) mają wyłącznie osoby fizyczne;
  5. nie posiadają udziałów akcji w kapitale innej spółki;
  6. zwiększą bezpośrednie nakłady na cele inwestycyjne (a konkretnie środki trwałe inne niż samochody osobowe) o co najmniej 15% w okresach dwuletnich albo o 33% w okresach czteroletnich względem poprzednich okresów;
  7. nie będą rozliczały się na podstawie Międzynarodowych Standardów Rachunkowości;
  8. złożą stosowne zawiadomienie o wyborze ryczałtu wedle specjalnego wzoru do końca pierwszego roku podatkowego, w którym zdecydują się na ryczałt.

Do tej długiej listy warunków należy jeszcze doliczyć bogaty katalog wyłączeń. Eliminuje on możliwość skorzystania z tych rozwiązań np. przez przedsiębiorców finansowych, podatników w stanie upadłości lub likwidacji, czy podatników utworzonych w wyniku połączenia lub podziału.

Dodatkowo, w Polsce estoński CIT będzie mógł być stosowany wyłącznie w okresach czteroletnich. Oznacza to, że po złożeniu wniosku, zasmakujemy Estonii co najmniej na cztery kolejne lata, przedłużanego każdorazowo o kolejne cztery, o ile podatnicy nie złożą w odpowiednim momencie informacji o rezygnacji z ryczałtu. W trakcie tych okresów zmiana formy opodatkowania będzie możliwa tylko za karę – na przykład z powodu niespełnienia wymogów inwestycyjnych czy przejścia na najwidoczniej nielubiane przez ustawodawcę MSR.

Jak więc widać, estońska idea korzystnego rozwiązania podatkowego dostępnego dla wszystkich bez znacznych różnic, w polskiej wersji doznaje istotnych ograniczeń. Oczywiście, można mówić, że zachętą kierowana jest do przedsiębiorstw najbardziej tego potrzebujących. Nie sposób pozbyć się wrażenia, że po raz kolejny polscy podatnicy, zamiast cieszyć się wsparciem, będą z kalkulatorem w ręku ze strachem obliczali, czy na pewno utrzymali odpowiednie poziomy procentowe i ilościowe. Nie taka chyba była idea.

Estoński CIT

Teoretycznie, po spełnieniu tych wyśrubowanych warunków i zawiadomieniu właściwego organu o wyborze ryczałtu jako formy opodatkowania, podatnicy będą mogli cieszyć się odroczeniem zapłaty podatku dochodowego od osób prawnych do momentu wypłaty zysków.

Podatek będzie wówczas płatny do 20 dnia siódmego miesiąca roku podatkowego. Jeżeli zwrócimy uwagę na to, że zgromadzenia wspólników i walne zgromadzenia akcjonariuszy decydujące o podziale zysku powinny się odbyć do końca szóstego miesiąca następnego roku podatkowego, data ta zdaje się nabierać więcej sensu. Podatnicy będą musieli zapłacić ryczałt do 20 dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym większość z nich dzieli zysk.
To jednak nie koniec zabawy.

Oprócz zysków przeznaczonych do wypłaty, opodatkowaniu ryczałtem będą podlegały również tzw. ukryte zyski oraz wydatki niezwiązane z działalnością gospodarczą.

Pod pojęciem ukrytych zysków, zgodnie z proponowanym art. 28m ust. 3 updop, kryją się rozmaite świadczenia, za których pośrednictwem, w ocenie naszego ustawodawcy udziałowcy (akcjonariusze) będą starali się wyprowadzić bokiem środki ze spółki do swoich kieszeni, aby nie musieć ich opodatkować. Na liście przykładowych ukrytych zysków znalazły się między innymi pożyczki na rzecz udziałowców, świadczenia na rzecz fundacji prywatnych lub rodzinnych (będziemy mieli fundacje prywatne! YAY!), zysk przeznaczony na podwyższenie kapitału zakładowego, darowizny, czy wydatki na reprezentację.
Co ciekawe, ukrytymi wydatkami nie będą wynagrodzenia wspólników (akcjonariuszy) ze stosunku pracy czy z działalności wykonywanej osobiście – wyłącznie jednak do wysokości pięciokrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. Wysokie wynagrodzenia wspólnika-pracownika będzie więc już podlegało opodatkowaniu na bieżąco.
Podatek od ukrytych zysków będzie płatny na bieżąco – do 20 dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym dokonano wydatku stanowiącego ukryty zysk.

Na tych samych zasadach na bieżąco będą opodatkowane dochody z tytułu wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą. Rozwiązanie takie przewiduje również prawdziwy Estoński CIT i stanowi ono pewien wentyl bezpieczeństwa. Obliguje on spółki do zapłaty podatku na bieżąco, jeżeli swoje środki będą wydatkować na cele niezwiązane z działalnością gospodarczą. Do takich celów estońska ustawa o podatku dochodowym (w tym miejscu pozwalająca sobie na pewną kazuistykę) zalicza między innymi: nabycie nieruchomości na cele inne niż związane z działalnością gospodarczą, wpisowe i opłaty członkowskie za uczestnictwo w organizacjach non-profit, grzywny i kary pieniężne, czy napiwki i… łapówki.
Rozwiązanie to polega na tym, że w momencie dokonania przez spółkę wydatku na cele niebiznesowe, będzie ona zmuszona zapłacić na bieżąco podatek obliczany od wartości takiego wydatku.
Niestety, polski ustawodawca nie zdecydował się na zawarcie w Projekcie podobnego katalogu. Znając podejście polskich organów podatkowych, stanie się to zarzewiem licznych sporów, np. czy zakup ze środków tabletu, na którym Prezes czasem obejrzy serial na Netflixie, nie będzie już obligował nas do zapłaty podatku? Szykujmy się na wysyp związanych z tym interpretacji indywidualnych.

Czy Estoński CIT będzie się opłacać?

Wysokość ryczałtu ukształtowana jest specyficznie i wynosić będzie 15% podstawy opodatkowania dla małych podatników. Przypomnijmy w tym miejscu, że przez “małych podatników” rozumiemy  tych, których przychody w poprzednim roku podatkowym nie przekroczyły równowartości € 2 000 000) i 25% podstawy opodatkowania dla pozostałych.
Choć stawka 25% przekracza nominalną stawkę podatku dochodowego od osób prawnych, to nie możemy zapominać, że w tym wypadku opodatkowaniu będzie podlegał zaledwie wycinek dochodów spółki – podstawą opodatkowania ryczałtem będzie między innymi wartość wypłaconych zysków czy suma dochodów z ukrytych zysków i wydatków niezwiązanych z działalnością. Dzięki temu, nawet pomimo 25% stawki podatku stosowanej do podatników innych niż mali, rozwiązanie to powinno być korzystne.
Polski ustawodawca nie byłby jednak sobą, gdyby nie przewidział dalszych modyfikacji, zmian i wyjątków, choć w tym wypadku na szczęście na korzyść podatnika. Otóż podatnicy dokonujący znacznych wydatków inwestycyjnych i zwiększający je o co najmniej 50% w okresie dwuletnim lub 110% w okresach czteroletnich, będą mogli liczyć na obniżenie wysokości podatku o kolejne 5 punktów procentowych.

Podsumowanie

Rozwiązanie to budzi mieszane uczucia. Z jednej strony polskim podatnikom na pewno przyda się kolejna zachęta inwestycyjna, a rozwiązanie stosowane w Estonii od 20 lat zdaje się sprawdzać. Z drugiej jednak, ze względu na liczne ograniczenia i wymogi, po raz kolejny polski ustawodawca utrudnia dostęp do tych korzystnych rozwiązań i limituje je zaledwie do wąskiej grupy odbiorców.
Estoński CIT miał przecież uatrakcyjnić procesy inwestycyjne, a nie zmuszać podatników do weryfikacji i kalkulacji tego, czy to wsparcie im przysługuje…

Pozostaje mieć nadzieję, że na etapie prac legislacyjnych ustawodawca zmieni swoje nastawienie i nie tylko otworzy to rozwiązanie dla nieograniczonej grupy odbiorców, ale również uprości zasady korzystania z niego.

Temat ten wydaje Ci się interesujący? Zastanawiasz się nad skorzystaniem z ryczałtu w swojej spółce? Chcesz zweryfikować, czy to rozwiązanie będzie dla Ciebie korzystne? Zapraszam do kontaktu!

Nie będzie zmian w CIT, niepewne zmiany w VAT

Ministerstwo Finansów nie zdąży na czas z nowelizacją przepisów podatkowych. Na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” Artur Oleś doradca podatkowy, partner w TAX Leader Oleś, Szymik podkreśla, że odsunięcie zmian w CIT to bardzo dobra informacja dla przedsiębiorców.

Jego zdaniem, najważniejszy jest fakt, że podatnicy nie będą zaskoczeni zmianami prawa z dnia na dzień. Propozycje Ministerstwa Finansów w odniesieniu do spółek komandytowo-akcyjnych są zbyt istotne, aby mogły być uchwalane w pośpiechu. Przewidują zmianę całej konstrukcji opodatkowania. Resort chce np. opodatkować S.K.A. podatkiem CIT, podczas gdy obecnie akcjonariusze i komplementariusze tych spółek rozliczają PIT.

Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”5 października 2012 r., autor: Przemysław Molik, Łukasz Zalewski

http://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/652284,nie_bedzie_zmian_w_cit_niepewne_zmiany_w_vat.html

Copyright GLC

Strategia, realizacja, wsparcie Tomczak | Stanisławski