+48 32 479 10 50

Co powinien zawierać wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej?

Wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej musi zawierać szereg informacji określonych przepisami ustawy prawo upadłościowe. Co więcej, musi zostać złożony na urzędowym formularzu. Tylko kompletny wniosek może zostać rozpatrzony przez sąd upadłościowy.

Sprawy z zakresu upadłości konsumenckiej rozpoznaje sąd upadłościowy, którym jest sąd rejonowy – sąd gospodarczy właściwy dla miejsca zamieszkania dłużnika

 

Co powinien zawierać wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej?

Wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej powinien zawierać:

 

  • imię i nazwisko, miejsce zamieszkania, adres oraz numer PESEL dłużnika, a jeżeli dłużnik nie posiada numeru PESEL – inne dane umożliwiające jego jednoznaczną identyfikację;
  • NIP dłużnika, jeżeli dłużnik miał taki numer w ciągu ostatnich dziesięciu lat przed dniem złożenia wniosku,
  • wskazanie miejsc, w których znajduje się majątek dłużnika;
  • wskazanie okoliczności, które uzasadniają wniosek i ich uprawdopodobnienie;
  • aktualny i zupełny wykaz majątku z szacunkową wyceną jego składników;
  • spis wierzycieli z podaniem ich adresów i wysokości wierzytelności każdego z nich oraz terminów zapłaty;
  • spis wierzytelności spornych z zaznaczeniem zakresu w jakim dłużnik kwestionuje istnienie wierzytelności; wskazanie wierzytelności w spisie wierzytelności spornych nie stanowi jej uznania;
  • listę zabezpieczeń ustanowionych na majątku dłużnika wraz z datami ich ustanowienia, w szczególności hipotek, zastawów i zastawów rejestrowych;
  • informację o osiągniętych przychodach oraz o kosztach poniesionych na swoje utrzymanie oraz osób pozostających na utrzymaniu dłużnika, w ostatnich sześciu miesiącach przed dniem złożenia wniosku;
  • informację o czynnościach prawnych dokonanych przez dłużnika w ostatnich dwunastu miesiącach przed dniem złożenia wniosku, których przedmiotem były nieruchomości, akcje lub udziały w spółkach;
  • informację o czynnościach prawnych dokonanych przez dłużnika w ostatnich dwunastu miesiącach przed dniem złożenia wniosku, których przedmiotem były ruchomości, wierzytelności lub inne prawa, których wartość przekracza 10 000 zł;
  • oświadczenie o prawdziwości danych zawartych we wniosku.

Jeśli wniosek o ogłoszenie upadłości  nie zawiera innych powyżej opisanych informacji oraz dokumentów ich potwierdzających, wówczas sąd upadłościowy wezwie wnioskodawcę do uzupełnienia braków formalnych wniosku w terminie 7 dniu, wskazując, jakie informacje lub dokumenty powinny zostać uzupełnione.

Jeśli w tym terminie braki nie zostaną uzupełnione, wówczas sąd wyda zarządzenie o zwrocie wniosku.

Jak widać, wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej jest wysoce sformalizowany oraz zawiera szereg szczegółowych informacji oraz wymagań co do załączonych dokumentów.

Istotne jest, by dłużnik składając wniosek, a następnie współpracując z sądem, syndykiem oraz wierzycielami mógł liczyć na profesjonalną pomoc i wsparcie.

GLC prowadzi oraz nadzoruje proces upadłości konsumenckiej.

Jak walczyć z pandemią ograniczeń?

Wszyscy słyszeli o tym, że część przedsiębiorców, którzy musieli zamknąć swoją działalność w okresie pandemii, czyli głównie hotele, restauracje i wiele innych podmiotów, mimo zakazu otwierają tę działalność.

Powiedz, czy ci buntujący się przedsiębiorcy, bo tak ich chyba musimy nazwać, działają zgodnie z prawem?

To trudne i niejednoznaczne pytanie. Teoretycznie – tak. Mamy obowiązujące przepisy, zarówno ustawę o zwalczaniu chorób zakaźnych, jak i wydanego na jej podstawie rozporządzenia, które wprost zakazują im prowadzenia działalności gospodarczej w niektórych branżach i w niektórych obszarach. Pozostaje pytanie, czy te obowiązujące przepisy mogą skutecznie ograniczać te prawa i czy rzeczywiście zostały wydane w prawidłowy sposób i czy mogą być uznane za prawnie wiążące, co budzi coraz więcej wątpliwości zwłaszcza w odniesieniu do tych ograniczeń, które zostały wprowadzone na podstawie rozporządzenia wydanego do ustawy. Z jednej strony mamy przepisy, które zakazują im działalności, z drugiej, ich moc, ich szansa do tego, żeby rzeczywiście ograniczać konstytucyjne prawo do prowadzenia działalności gospodarczej, jest coraz bardziej dyskusyjna. Przedsiębiorcy powinni się kierować zdrowym rozsądkiem, niż faktycznie, ewentualnymi konsekwencjami. Problem polega na tym, że zdrowym rozsądkiem dla nich jest utrzymać swój biznes, ratować go i wydaje mi się, że oni bardziej kierują się tym, a nie jakimś dobrem ogólnym, bo przecież wiadomo, że jeżeli te ograniczenia zostały wprowadzone, to mają one coś na celu. Problem polega na tym, że ci przedsiębiorcy mają cel prowadzić działalność, a w tym przypadku uratować się przed bankructwem.

Wiadomo, że te otwierające się podmioty są przedmiotem kontroli i spotyka ich konkretna reakcja służb, czyli nałożenie jakiejś kary. Pytanie brzmi, czy twoim zdaniem te sankcje finansowe powinny zostać zapłacone przez tych przedsiębiorców.

Jak wskazuje dotychczasowa praktyka orzecznicza sądów administracyjnych, sądy administracyjne uważają, że kary nakładane są w sposób bezprawny. Pierwsze orzeczenie wydał w tym zakresie Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu, który stwierdził, że kara nałożona w tym zakresie przez Sanepid na jednego z przedsiębiorców nie może zostać uznana za skuteczną, bowiem została wydana na podstawie przepisów, które naruszają hierarchię źródeł prawa u nas i naruszają regulacje konstytucyjne, co do tego, jaki akt może ograniczać nasze swobody. Cały klucz tej sytuacji polega na tym, że ograniczenia zostały zawarte w rozporządzeniu. Tymczasem, nasze przepisy konstytucyjne są w miarę jednoznaczne i mówią o tym, że tak długo, jak nie zostanie wprowadzony stan wyjątkowy, a z tym nie mamy na dzień dzisiejszy do czynienia. Podstawowe prawa i wolności obywatelskie, w tym również prawo do prowadzenia działalności gospodarczej mogą być zawarte wyłącznie w ustawie. Tymczasem nasz ustawodawca zdecydował się na wprowadzenie specyficznego rozwiązania. Do ustawy o zwalczaniu chorób zakaźnych wprowadził delegację do ministra do tego, aby rozporządzeniu określał poszczególne zakazy dotyczące zwalczania epidemii.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu, a za nim inne sądy stwierdziły, że takie rozwiązanie jest niewystarczające, jednak daje zbyt dużą swobodę władzy wykonawczej do tego, żeby ograniczać nasze prawa poza ustawą, a przepisy zawarte w ustawie o zwalczaniu chorób zakaźnych są niewystarczające, zwłaszcza, że próżno tam szukać jakichkolwiek wskazówek co do tego, czym ma się kierować minister, jak ma wyważać, z jednej strony sytuację epidemiczną i konieczność walki z COVID-em, z drugiej strony naruszenie podstawowych praw i wolności przedsiębiorców, które prowadzi ich do drastycznych działań i przedsiębiorca, który zdecydował się prowadzić działalność mimo zakazu, coś musi w tym momencie zrobić, uważasz, że co powinien zrobić z tym mandatem w ręce? 

Jeżeli faktycznie zostanie nam wręczony mandat, a w tym zakresie głównie działa policja, jest to klasyczny mandat wystawiany na podstawie kodeksu wykroczeń. Przedsiębiorca, który otrzyma mandat i się z nim nie zgadza powinien przede wszystkim mandatu nie przyjąć, a następnie sprawa zostanie skierowana do sądu. Nieco więcej problemów wynika z kar administracyjnych, te mogą być nakładane przez inne podmioty, na przykład inspekcja sanitarna. Jeżeli otrzymamy taką karę w drodze decyzji, to musimy się do niej odwołać. W późniejszym etapie może ona trafić do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który po wniesieniu przez nas skargi patrząc jak na tę chwilę orzekają sądy, jest szansa na to, że uchyli tę niekorzystną dla nas karę. A jak jest z tymi mandatami w tej chwili, bo słyszeliśmy o koncepcji tego, że mandat musimy zapłacić, a nie odwoływać się.

Jak wygląda sytuacja tych przepisów na dzień dzisiejszy? Jak mają reagować tutaj przedsiębiorcy?

Na szczęście nie mamy jeszcze zmian, które miałyby to wprowadzić. Rzeczywiście są takie plany, ale trzeba pamiętać, że jest to projekt poselski, że każdy mandat musi być przyjęty i zapłacony, a dopiero potem może być zaskarżony. Na dzień dzisiejszy obowiązują dotychczasowe przepisy, które mówią wprost, że jeżeli nie zgadzamy się z mandatem, możemy odmówić jego przyjęcia, a sprawa trafia do sądu. Musimy pamiętać tylko o jednej rzeczy, popularnie mówi się ,,mandat”, a sporo kar, które są nakładane w związku z epidemią, między inny na przedsiębiorców, są zbliżone formą do kar administracyjnych.

Czyli trzeba czytać, co jest napisane na dokumencie. Powinny się tam znaleźć również podstawowe pouczenia co do tego, jak dalej sobie z tym radzić.

Sądzę, że najlepszym przypadkiem jest to, żeby zakwestionować otrzymanie mandatu,  czy ewentualnie wyrazić jakikolwiek sprzeciw, chociażby nieformalny wobec decyzji. Kiedy mandat został już nam doręczony to należy udać się w tym momencie do prawnika. Najważniejsze, żeby nie przyjmować takiego mandatu klasycznego. Taki przyjęty mandat karny staje się z automatu prawomocny. Wyjaśnimy sobie tę kwestię, że na dzień dzisiejszy a mamy połowę lutego, to prawo dotyczące nieprzyjęcia mandatów nie obowiązuje. Wszystko jest po staremu, bo bardzo dużo w internecie, czy między przedsiębiorcami jest dyskusji na ten temat, i niektórzy już żyją tym przepisem, jakby został wprowadzony. Dlatego zawsze trzeba być na bieżąco, i orientować się, czy faktycznie ten przepis już został  wprowadzony i czy już obowiązuje i czy ja tego mandatu nie mogę przyjąć. Dzisiaj po prostu nie przyjmuję mandatu, a w każdej innej sytuacji, w której to nie jest mandat, czytam dokładnie w jaki sposób ktoś chcę mnie ukarać. Jeżeli nie wiem co zrobić, to oczywiście można skorzystać z pomocy prawników.

W jaki sposób można się bronić przed tymi działaniami policji lub Sanepid-u i jak się zachować, kiedy stoję nad garami w kuchni, a wchodzi mi tutaj Sanepid, czy policja i zaczyna przeprowadzać kontrolę.

Przede wszystkim trzeba zachować spokój. Pamiętajmy, że wszelki rodzaj agresji wobec funkcjonariuszy publicznych, którzy wykonują swoją pracę w tym zakresie, może nam wyrządzić więcej szkód, niż przynieść pożytku. Dlatego myślę, że podstawowym elementem jest dyskusja z funkcjonariuszami, którzy interweniują. Wyjaśniamy nasze racje. Informujemy, że jeżeli będą chcieli nas obciążyć mandatem to my go nie przyjmiemy. A na podstawie tej kary administracyjnej przyjęcie czy zaakceptowanie tej decyzji, a następnie podjęcie kroków celem jej uchylenia. Myślę, że w sporej mierze, jeżeli mamy do czynienia z interwencją powinniśmy umożliwić funkcjonariuszom ją przeprowadzić, żeby nie wprowadzać w tym zakresie żadnych obstrukcji, bo mogłoby to potem zadziałać na naszą niekorzyść. Zwłaszcza, że tak długo, jak nie będziemy mieć informacji o tym, że decyzja została uchylona, bo jest niezgodna z przepisami, a nie mamy takiego wyroku trybunału konstytucyjnego, który mówiłby, że jest niezgodna w ogóle z konstytucją.

Powinniśmy zachować spokój, pozwolić funkcjonariuszom wykonać swoje czynności, a w przypadku, kiedy poniesiemy jakiekolwiek negatywne konsekwencje, bo byłby to mandat lub kara, a nie nagana lub upomnienie, czy ostrzeżenie. To w tym wypadku podjąć kroki prawne, postarać się uchylić negatywne dla nas orzeczenie.

Mamy takich przedsiębiorców, którzy boją się podejmować takie kroki. Niewątpliwie, z powodu zakazu poniosą znaczne straty, być może niektórzy będą musieli zamknąć swój biznes. Czy oni mogą wystąpić do Skarbu Państwa o odszkodowanie.

Myślę, że tak. Polskie przepisy, kodeks cywilny przewidują kwestię odpowiedzialności Skarbu Państwa za działania wobec swoich obywateli. W niektórych przypadkach za działania legalne, o ile wynika to z zasad słuszności, czyli jeżeli nawet państwo działałoby legalnie, przede wszystkim polskie przepisy kodeksu cywilnego przewidują odpowiedzialność Państwa za działania o charakterze bezprawnym. Za wyrządzenie nam szkody w drodze bezprawnych działań administracji publicznej, czy nawet za wydanie niezgodnego z prawem aktu normatywnego na przykład rozporządzenia, które nie mogą regulować pewnych kwestii czy decyzji administracyjnych, które nakładają na nas karę. Czyli tak, w niektórych przypadkach możemy żądać odszkodowania, czy to za to, że rozporządzenie nie słusznie nakazało nam zamknięcia działalności, jak aktualnie jest stwierdzone przez sądy administracyjne. Jest jeden haczyk. Jeżeli chodzi o odpowiedzialność Skarbu Państwa za jakiekolwiek działania związane z wydawaniem rozporządzeń, ustaw. Nie my jesteśmy od tego, żeby stwierdzać tę niezgodność.

Czyli w tych sytuacjach, w których chcielibyśmy kwestionować to, że ze względu na niezgodne z prawem rozporządzenie nakazało zamknąć działalność.

Jest to możliwe, ale czeka nas ku temu pewna droga. Na początku musimy doprowadzić do stwierdzenia we właściwym postępowaniu, że one jest rzeczywiście niezgodne z prawem, a następnie dochodzić odszkodowania, czyli można powiedzieć, że działanie jest dwutorowe,

Najpierw dążymy do ustalenia tej niezgodności, a później z tym orzeczeniem, które będzie to stwierdzało. Możemy wystąpić o wypłatę odszkodowania, w tym na przykład strat, które wynikły z tego, że nie mogliśmy prowadzić działalności.

Taka długoterminowa inwestycja, bo zakończenie tej ścieżki legislacyjnej będzie się wiązało z trybunałem, być może z jakimiś sądami międzynarodowymi, jest długa. I obiecywanie przedsiębiorcom, że w ciągu roku na przykład można by jakieś odszkodowanie uzyskać jest moim zdaniem bezpodstawne. To może być trudne. Z tym przedsiębiorcy powinni bardzo mocno uważać.

W GLC skupiamy doradców podatkowych, prawników, radców prawnych i proszę informacji na ten temat szukać pod takim hashtagiem #prawopomocni również na naszej stronie internetowej jest pogotowie COVID-owe, jest zakładka COVID-19. Tam możecie Państwo uzyskać takie wstępne informacje na temat, który dzisiaj poruszaliśmy.

Dla nas ważnym interesem jest interes przedsiębiorcy. To jest nasz klient i chcielibyśmy, żeby jak najdłużej był naszym klientem. Naszą rolą jest pomagać przedsiębiorcom w tym, jak przetrwać w takim długim okresie. Myślę, że jedną z form, jaką przyjęli przedsiębiorcy, czyli takiego protestu. My się musimy z nimi pogodzić, to jest ich decyzja. Natomiast naszą rolą jest przeprowadzić ich przez ten proces w taki sposób, aby w efekcie nie ponieśli więcej szkód, niż z zaprzestania prowadzenia działalności gospodarczej.

citing.TAX, czyli z przekąsem o podatkach. #6 Składka z tytułu reklamy, czyli o najgłośniejszym podatkowym milczeniu w dziejach

Do milczenia polskich mediów na tematy podatkowe zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Przecież największe polskie media przemilczały kwestie opodatkowania spółek komandytowych, CIT ograniczania ulgi abolicyjnej, czy kontrowersje związane z wdrożeniem do polskiego prawa podatkowego schematów podatkowych. Nikogo nie powinno zatem zdziwić, gdy 10 lutego 2021 r. polskie media zamilkły ponownie.

Tym razem jednak było to zupełnie inne milczenie.

Gdzie Rząd nie może, tam podatek pośle

Zacznijmy od rzeczy oczywistych. Na wypadek, gdyby ktoś z nas: nie posiadał w domu telewizji, nie słuchał radia jadąc samochodem do pracy lub nie przeglądał wiadomości popijając poranną kawę – 10 lutego 2021 r. znaczna grupa polskich przedsiębiorców mediowych ogłosiła strajk. Zamarło wszystko. Zamiast radia cisza w odbiornikach. Zamiast naszych ulubionych programów telewizyjnych – czerń na ekranach. Zamiast wiadomości na portalach internetowych – manifest.

Wszystkiemu winna okazała się nowa idea polskiej Rady Ministrów, jakim stała się „Składka z tytułu reklamy”. Proponując wprowadzenie tego nowego podatku (o tym, dlaczego jest to jednak podatek, będzie za chwilę) nasz bohaterki Rząd ponownie postanowił stanąć w obronie najbardziej potrzebujących – tym razem za takowych uznano Narodowy Fundusz Zdrowia, Narodowy Fundusz Ochrony Zabytków oraz nowy twór – Fundusz Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Cel zmian i nowych obciążeń – jak zwykle – szczytny – Rada Ministrów stwierdziła bowiem, że podmioty te potrzebują (całej masy) pieniędzy, bowiem zostały dotknięte negatywnymi skutkami COVID-19. Dodatkowo, dążeniom do wprowadzenia tej nowej podatkowej idei w życie jest chęć ochrony nas – obywateli – przed fake news, utratą poczucia wolności oraz ograniczeniem dostępu do dóbr kultury i dziedzictwa narodowego[1].

Oczywiście – żeby komuś dać, komuś trzeba zabrać. Aby jednak nie sięgać (przynajmniej bezpośrednio) do kieszeni Polaków, Rząd postanowił wdrożyć rozwiązanie uczciwe i sprawdzone – aktualne bowiem już od czasów Robin Hood’a – i zabrać kasę złym, niedobrym i bogatym. Któż lepiej wpisuję się w tę definicję niż media niepubliczne?

Zgodnie z tak przyjętymi założeniami z nieograniczonej wyobraźni polskiego projektodawcy podatkowego narodziła się ona – Składka z tytułu reklamy. Twór, w ramach którego pieniądze zabiera się mediom (wszelkiego rodzaju) i rozdaje potrzebującym – jak NFZ.

Wszystko spięło się pięknie – media mają przecież za dużo pieniędzy, a NFZ to worek bez dna. Wystarczyło pogodzić jednych z drugim, z korzyścią dla nas wszystkich. Po partnersku.

Podatek, który nie jest podatkiem

Media nie przyjęły zbyt dobrze tej propozycji. Składkę (wbrew treści ustawy!) nazwały podatkiem od mediów, którym Rząd próbuje zamknąć im usta. Skąd ta różnica w nazewnictwie? Cóż, składki kojarzą nam się lepiej niż podatki – sugerują, że jakaś grupa zrzuca się na konkretny cel. Podatki kojarzą nam się źle – płacimy a i tak nic z tego nie ma. Dodatkowo – Rząd powiedział przecież, że za jego kadencji nie wprowadzi nowych podatków. A nasz Rząd słowa dotrzymuję.

Co więcej – projektodawca stara się nas na siłę przekonać, że wcale nie jest tak, jak jest w rzeczywistości (w polskich podatkach to norma, nikogo to już nie wzrusza). Stąd też proponowana nazwa ustawy. Tu również należy bowiem docenić kunszt intelektualny projektodawców, bo zamiast nazwać proponowaną ustawę „Ustawą o podatku od reklam” uraczono nas poetycką – i bardzo niewinną – nazwą: „Ustawa o dodatkowych przychodach Narodowego Funduszu Zdrowia, Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków oraz utworzeniu Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów”. Ani zatem słowa o podatkach. Tylko o „dodatkowych przychodach”. Tych najbardziej potrzebujących.

Pomimo tego media krzyczą coś o podatku. Któż ma zatem rację? W tym wypadku staję po stronie mediów.

Przypomnijmy, że podatkiem jest publicznoprawne, nieodpłatne, przymusowe oraz bezzwrotne świadczenie pieniężne na rzecz Skarbu Państwa, województwa, powiatu lub gminy, wynikające z ustawy podatkowej [art. 6 Ustawy Ordynacja Podatkowa z dnia 29 sierpnia 1997 r. (t.j. Dz.U. z 2020 r. póz. 1325 ze zm.)].

Czy składka z tytułu reklamy ma charakter publicznoprawny? Nie ma wątpliwości – środki z niej zasilać będą przecież instytucje państwowe. Czy jest nieodpłatna – jak najbardziej, media w zamian za składkę przecież nic nie dostaną. Czy jest przymusowa- tak, mediów o ich zdanie nikt tu pytał. Czy jest bezzwrotna? Oj tak – próżno szukać w projekcie rozwiązania, które sugerowałoby, że NFZ mediom pieniądze odda, gdy tylko skończą się jego problemy.

Zatem, choćby Rada Ministrów próbowała nam wmówić, że składka jest składką, a podatek podatkiem – nie dajmy się zwieść. Składka z tytułu reklamy to nic innego jak (kolejny już) podatek od reklamy, wymierzony w przedsiębiorstwa medialne, który przypadkiem zasili konto NFZ.

Kogo zaboli po kieszeni?

Ze składką jak to z podatkiem – ktoś pójdzie z torbami. Tym kimś, jak już wiemy – są media, a konkretniej dostawy usług medialnych, nadawcy, podmioty prowadzące kina, podmioty umieszczający reklamy na billboardach czy wydawcy prasy. Oberwie się też przedsiębiorcom, którzy publikują reklamy w Internecie.

Projekt Ustawy[2] składkę dzieli na dwie części – z tytułu reklamy konwencjonalnej oraz z tytułu reklamy internetowej. Tę pierwszą zapłacą media „tradycyjne”, jak prasa, telewizja, radio czy wieszający reklamy. Drugą – między innymi przedsiębiorcy, którzy będą zarabiali na reklamach publikowanych w Internecie. Faktem jest, że zapłacą najwięksi, a przynajmniej – duże podmioty. Obowiązek zapłaty składki konwencjonalnej dotknie zarabiających na reklamach powyżej 1 000 000 zł (telewizja i radio) lub 15 000 000 zł (prasa) [art. 9 Ustawy]. Przy składce internetowej podatkową poprzeczkę zawieszono jeszcze wyżej – podatek zapłacą bowiem przedsiębiorcy, którzy z tytułu reklamy zarobią w Polsce powyżej € 5 000 000, lub na całym świecie – ponad € 750 000 000.

Tak wysoko postawione progi mają uwalniać mniejsze przedsiębiorstwa od zapłaty -podatku- składki, a przy tym – wpisywać się w retorykę projektodawców i chęci walczenia „z tymi złymi wielkimi przedsiębiorstwami internetowymi”.

Jak bardzo zaboli?

Możliwe, że składka z tytułu reklamy nie zostałaby tak bardzo nagłośniona (chociaż słowo to w kontekście ciszy w eterze pasuje tu akurat średnio), gdyby nie skala obciążeń, z jakimi będzie się wiązała.

Opodatkowaniu będą podlegały przychody, czyli wszystko, co stanowi zapłatę za usługi reklamowe pomniejszone o podatek od towarów i usług [art. 6 Ustawy]. Warto zwrócić tu uwagę na dwie rzeczy:

  • nasz ustawodawca daje kolejny dowód na to, że nie odróżnia przychodu od obrotu (poprzedni pokaz mieliśmy przy tarczach finansowych, gdzie o spadku przychodów w podatkach dochodowych świadczyły wyniki z deklaracji VAT);
  • opodatkowaniu „składką” z tytułu reklama podlega wszystko co zarobimy, a nie tylko osiągane stąd dochody.

Oznacza to, że jeżeli większość komercyjnych przedsiębiorstw medialnych utrzymuje się z reklam (a nie czarujmy się – tak właśnie jest), zabranie im w zależności od rodzaju reklamy i środka przekazu od 2% do 15% przychodów sprawia, że marżowość niektórych przedsiębiorców może mocno ucierpieć.

I tu jest chyba pies pogrzebany, i tu media doszukują się zamachu. Dla wielu z nich struktura składki – oparta o opodatkowanie przychodu (a nie dochodu) w połączeniu z wysokością obciążeń – może wpędzić wiele przedsiębiorstw w straty, a przez to – doprowadzić do zakończenia ich działalności.

Czy media mają rację? Cóż, wszystko zależy od ich wyników, ale wyobraźmy sobie, że nagle zabierają nam 10% naszego miesięcznego wynagrodzenia (całego, nie tylko tego, co nam zostaje po opłatach!). Czy jesteśmy wciąż ponad kreską, czy zaczyna nam brakować? Odpowiedzi będą pewnie różne, jednak dla części z nas oddanie tych dodatkowych 10% będzie dramatem.

Podobnie będzie z niektórymi przedsiębiorstwami z branży mediów. Daleki jestem więc od tego, że media walczą o pieniądze. Wiele z nich walczy o przetrwanie.

Jak się przygotować?

Problemy ze składką z tytułu reklamy nie kończą się na kwestii zapłaty. Ustawa nakłada na przedsiębiorców z branży medialnej szereg obowiązków, które wiążą się z obliczaniem przychodów z tytułu reklamy oraz należnej stąd składki.

Sprawa jest o tyle poważna, że czasami ustawodawca żąda od przedsiębiorców mocy parapsychologicznych, a przynajmniej czytania w myślach.

Jak bowiem inaczej interpretować to, że przedsiębiorcy wyświetlający reklamę w Internecie muszą zgadywać, czy użytkownik wyświetla reklamę na terytorium RP (wtedy naliczamy od tego składkę), a kiedy poza granicami kraju [art. 16 Ustawy]? Fakt, projektodawcy wspierają tu naszych przedsiębiorców wyposażając ich w uprawnienie do szczegółowej inwigilacji odbiorców – poprzez sprawdzanie ich adresu IP, geolokalizację ich urządzeń, czy sprawdzanie ich adresów korespondencyjnych [art. 17 Ustawy]. Pytanie jednak, czy to wystarczy?

Jedno jest pewne – do wejścia w życie tej nowej pseudo-składki przedsiębiorcy medialni powinni się przygotować. Opracować mechanizmy i procedury wewnętrzne, które pozwolą im na prawidłowe ustalenie od jakich przychodów i w jakiej wysokości powinni pobierać składkę.

Media powinny się przy tym śpieszyć – Ustawa ma wejść w życie 1 lipca 2021 r.  I znając skuteczność naszego ustawodawcy w sprawach podatkowych – termin ten zostanie pewnie dotrzymany.

W GLC pomagamy przedsiębiorcom przygotować się do zmian w przepisach podatkowych oraz zapewnić zgodność ich działania z prawem. Prowadzisz przedsiębiorstwo z branży medialnej? Publikujesz reklamy w Internecie? Zapraszamy do skorzystania z naszej kompleksowej usługi wsparcia podatkowego dla przedsiębiorców. Więcej szczegółów znajdziesz pod tym linkiem: Podatki dla przedsiębiorców

[1] To nie żart – w założeniach projektu wskazano właśnie na te kwestie jako podstawę wprowadzenia nowego podatku: https://archiwum.bip.kprm.gov.pl/kpr/form/r763470774,Projekt-ustawy-o-dodatkowych-przychodach-Narodowego-Funduszu-Zdrowia-Narodowego-.html – dostęp 21 lutego 2021 r.

[2] Projekt Ustawy o dodatkowych przychodach Narodowego Funduszu Zdrowia, Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków oraz utworzeniu Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów z dnia 1 lutego 2021 r., https://tiny.pl/rld5r – dostęp dnia 21 lutego 2021 r.

Rok obrotowy spółki komandytowej, a nowelizacja ustawy o CIT

Z dniem 1 stycznia 2021 r. opodatkowanie spółek komandytowych stało się faktem. Ustawa nowelizującą z dnia 28 listopada 2020 r. (Dz. U. z 2020 r. poz. 2123) dalej jako: ustawa nowelizującą przewiduję, iż spółki komandytowe uzyskają status podatnika CIT z dniem 1 stycznia 2021 r. lub 1 maja 2021 r. Przedłużenie roku obrotowego spółki do dnia 30 kwietnia 2021 r. powoduje dla przedsiębiorców określone skutki prawno-podatkowe.

Rok obrotowy spółki komandytowej

Art. 12 ust. 1 ustawy nowelizującej określa, że spółka komandytowa, której rok obrotowy równy jest kalendarzowemu, stanie się podatnikiem podatku dochodowego od osób prawnych od 1 stycznia 2021 r., termin zamknięcia ksiąg rachunkowych i sporządzenia sprawozdania finansowego za rok obrotowy 2020, wynikający z przepisów ustawy z dnia 29 września 1994 r. o rachunkowości (Dz. U. z 2019 r. poz. 351 ze zm.), pokryje się z terminem zamknięcia ksiąg rachunkowych wynikającym z art. 12 ust. 3 ustawy nowelizującej, czyli 31 grudnia 2020 r.

Natomiast, gdy spółka komandytowa uzyska status podatnika podatku dochodowego od osób prawnych z dniem 1 maja 2021 r., to wówczas jest ona obowiązana do zamknięcia ksiąg rachunkowych na dzień poprzedzający ten dzień (tj. na dzień 30 kwietnia 2021 r.).

Czy spółka komandytowa jest zobowiązana sporządzić sprawozdanie finansowe na dzień 30 kwietnia 2021 r.?

Czy oznacza to zatem, iż spółka komandytowa jest zobowiązana sporządzić sprawozdanie finansowe na dzień 30 kwietnia 2021 r.? Według wyjaśnień Ministerstwa Finansów z dnia 21 stycznia 2021 r. nie został wprowadzony samoistny obowiązek sporządzania przez spółkę komandytową sprawozdania finansowego na dzień 30 kwietnia 2021 r.

Spółka komandytowa, która zostanie podatnikiem podatku CIT od 1 maja 2021 r., nie będzie miała obowiązku sporządzenia na dzień 30 kwietnia 2021 r. sprawozdania finansowego. Ministerstwo wyjaśniło również, iż Rok obrotowy takiej spółki komandytowej, który zaczął się 1 stycznia 2021 r., będzie trwał do 31 grudnia 2021 r. i za ten okres będzie sporządzone sprawozdanie finansowe. Zasadniczo zatem ksiąg rachunkowych spółki komandytowej na ww. dzień 30 kwietnia 2021 r., a następnie ich otwarcie na 1 maja 2021 r. nastąpi wyłącznie dla celów podatkowych, bez obowiązku sporządzania sprawozdania finansowego na 30 kwietnia 2021 r.

Księga rachunkowa a rok obrotowy

Zwrócić należy uwagę, iż zgodnie z art. 12 ust. 4 ustawy nowelizującej istnieje możliwość niezamykania ksiąg rachunkowych (jeżeli ostatni dzień roku obrotowego spółki komandytowej przypada w okresie od dnia 31 grudnia 2020 r. do dnia 31 marca 2021 r.) i kontynuacji roku obrotowego do dnia 30 kwietnia 2021 r. W takim przypadku – zdaniem Ministerstwa Finansów – przepis art. 12 ust. 4 ustawy nowelizującej stanowi lex specialis do art. 3 ust. 1 pkt 9 ustawy o rachunkowości.

Wykładnia treści art. 12 ust. 4 ustawy nowelizującej prowadzi zatem to wniosku, iż jeżeli rok obrotowy spółki komandytowej jest równy kalendarzowemu, to jej rok obrotowy w tym przypadku będzie trwał od 1 stycznia 2020 r. do 30 kwietnia 2021 r. i za ten okres będzie sporządzane sprawozdanie finansowe. Kolejny rok obrotowy będzie obejmował okres od 1 maja 2021 r. do 31 grudnia 2021 r.

Copyright GLC

Strategia, realizacja, wsparcie Tomczak | Stanisławski